Fragment ” Zaginiony”

 

Anna jest dumna, gdy wraca alejka ze sklepu i patrzy na ten dwupiętrowy, jasny dom z kolumienkami, otoczony ogrodem, który wybudowali piętnaście lat temu. Pięknieje wraz z upływającym czasem. Winorośl pokryła niektóre ściany, dokładnie tyle ile trzeba, żeby nie zasłaniać drewnianych bordowych okiennic. Tak, ten dom, urządzony ze smakiem i gustem to ich wielkie osiągnięcie. Projekt narysował Michał, a ona zajmowała się urządzaniem pokoi, wszystkich poza gabinetem, który Michał urządził sobie sam: półki na książki, ogromne dębowe biurko, na którym stał komputer i zestaw wiecznych piór, które kolekcjonował a także kilka skoroszytów z kartkami w paski, na których lubił pisać siedząc na  zabytkowym fotelu,  portret jego ojca na ścianie, w oknach rolety. Nie znosił firanek. Tolerował jedynie białe jak śnieg i lekkie jak puch przezroczyste długie kawałki materiału, które wisiały w oknach sypialni, w której  zgodnie z zawartą umową, nigdy nie zapalili ani jednego papierosa.  Nie lubił całkowitej ciemności, więc do pokoju przenikało światło ulicznej latarni, co przeszkadzało Annie. Zamiast się spierać po prostu kupiła opaskę na oczy.

Kochali ten dom, dopieszczali jak dziecko, którego nie mieli, bo tak postanowili w dniu, w którym rozpoczęła się budowa: żadnych dzieci. Swoboda, podróże, czysty dom pozbawiony pieluch, porozrzucanych zabawek, płaczu dziecka i nianiek. I żadnych zwierząt, żadnej sierści na kanapach, fotelach i wielkim łóżku w sypialni.

Cisza i spokój zakłócany jedynie muzyką – ulubionymi operami Purcella lub  – lub telewizorem. Oboje lubili oglądać wiadomości i filmy, które przegapili w kinie. Dlatego salon był jednocześnie domowym kinem z wielkim plazmowym telewizorem i czterema głośnikami, dyskretnie ustawionymi w rogach pokoju. Tu spędzali czas wieczorami, po kolacji, słuchali muzyki lub oglądali wybrane filmy, które kolekcjonowali: osobny zbiór Anny i osobny Michała. On wolał te bardziej nastrojowe, w stylu Wong Kar-Wai’a, których ona nie do końca rozumiała, ale lubiła na nie patrzeć wraz z mężem. Nie gardził też dobrą sensacją, chyba z dwadzieścia razy obejrzeli w tym pokoju wszystkie części „Ojca chrzestnego”, którego uwielbiali oboje. Ona wolała filmy w stylu „Howards End” i on wtedy dotrzymywał jej towarzystwa, mimo że nie przepadał za sentymentalnym klimatem tych filmów, w których niemal zawsze był happy end.

Anna nie pracowała, więc czasami, kiedy zrobiła już obiad, zamykała się sama w pokoju i włączała jeden z ulubionych filmów, by po raz kolejny zobaczyć sceny utwierdzające ja w przekonaniu, że świat może być zrównoważony , czysty i piękny jak te filmowe krajobrazy. Lubiła powieści Jane Austin i pastelowe kolory; miała wtedy poczucie, że jest pogodnie, czysto, przyjemnie, że nic strasznego się stać nie może, skoro przesiaduje w otoczeniu pięknych mebli, kwiatów, ubrana w jasną sukienkę.

Dbanie o siebie i o dom sprawiało jej przyjemność. Michałowi musiało być miło wracać do takiego domu i takiej kobiety, myślała. Tu mógł się naprawdę relaksować. Taka domowa aromaterapia. Pachniało obiadem, upieczonym ciastem i kwiatami. Pachniało czystością, porządkiem i sytością. Niczego tu nie brakowało. I niczego zbędnego tu nie było. W tym domu nawet lekka woń papierosów pachniała. Palili niewiele, może kilka papierosów dziennie, wyłącznie cienkich i mentolowych.

Prawie nigdy nie podnosili głosu, przynajmniej nie na siebie. Tylko raz. Raz, kiedy bez pukania wtargnęła do jego gabinetu, Michał powiedział tym spokojnym, cichym, zimnym głosem, którego nienawidziła:

– Nie rób tego więcej, kochanie.

– Przepraszam – odpowiedziała.

W tamtym dniu zapomniała, że kiedy Michał zamyka się w gabinecie to dlatego, że potrzebuje trochę samotności, rozmowy z samym sobą, trochę więcej spokoju, by delikatnie kaligrafować na tym swoim papierze w paski. Otworzyła drzwi z impetem, którego nawet w sobie nie podejrzewała, bo po kilku latach milczenia zadzwoniła jej przyjaciółka z Londynu. Tak się ucieszyła, że musiała mu o tym powiedzieć, więc…. Po chwili wyszedł z gabinetu, żeby ją przeprosić i wrócił do niego, nie zamykając drzwi za sobą, co oznaczało, że od tej chwili może wchodzić kiedy chce, że sztuka kaligrafii na dziś zakończona.

Teraz przechodził do spraw przyziemnych: giełda, lokaty, inwestycje…Do tego służył mu komputer, błękitny Macintosh, którego uwielbiał i którego ona nigdy nie otwierała. Miała własnego laptopa w dużej, przestronnej kuchni, w którym sprawdzała saldo ich wspólnego konta, płaciła rachunki, przeglądała strony, czasami kupowała coś w sklepach internetowych.

Otwierając drzwi kluczem czuje zapach domu: zapach czystości, która nie jest do końca jej zasługą, tylko pani Eli, stałej pomocy domowej zatrudnianej na kilka godzin dziennie: od dziewiątej rano do trzynastej od poniedziałku do piątku. W pozostałe dni miała wolne, bo Michał nie lubił obserwować tych wszystkich czynności, które sprawiały, że nie było kurzu, plam, rozlanego mleka, wiszącego prania. Wolał czysty efekt.

Obowiązki domowe mieli od dawna podzielone i nie zmieniane: ona gotowała, on zmywał garnki, wkładał talerze do zmywarki i wynosił śmieci. Ona zapewniała atmosferę, on pieniądze.

Pani Eli już nie ma, zakupy jak zawsze leżą w kuchni, niczego nie brakuje z kartki, którą jej zostawiła rano. Dziś na obiad będzie łosoś z patelni z koperkiem, pieczone ziemniaki i sałata lekko polana oliwą i skropiona cytryną. Na deser flan. Oboje lubili lekkie, śródziemnomorskie dania, dzięki którym nie przybywało im zbędnych kilogramów. Właściwie niewiele się zmienili w ciągu tych piętnastu lat. Michał wyprzystojniał z wiekiem. Ona zaś skrycie – i to była jej jedyna tajemnica – chodziła regularnie na zabiegi odmładzające i ujędrniające ciało i twarz. Do samochodu wsiadali tylko, gdy było to konieczne. Po miasteczku woleli chodzić pieszo lub jeździć na rowerach, które trzymali w garażu. Jeszcze nikt nie próbował ich ukraść, mimo ostrzeżeń sąsiadów. Dom jest monitorowany, komu opłacałoby się włamywać po rower?! Przecież ochrona zjawiłaby się na miejscu w dwie, trzy minuty.

Dziś jest piątek, zatem pani Ela miała długą listę zakupów. Jak zwykle, poradziła sobie znakomicie. Do poniedziałku mają wszystko, co trzeba, z ulubionymi winami i wypożyczonymi filmami włącznie.

Anna wiesza w przedpokoju płaszcz i chowa do szafki zimowe buty. Idzie do łazienki, przeczesuje szczotką włosy kilka razy, przebiera się w domową beżową sukienkę z długimi rękawami i wkłada ciepłe białe skarpety zamiast pantofli. Zmywa dyskretny makijaż z twarzy i nakłada krem. Ostatnie spojrzenie w lustro : tak, jak najbardziej w porządku.

Długi spacer po miasteczku i lekki mróz dodał jej twarzy świeżości. Czuje się energiczna i niemal szczęśliwa. Do powrotu Michała z pracy jeszcze dwie godziny. Za wcześnie, by szykować obiad; on nie lubi odgrzewanych potraw. Anna robi sobie herbatę i siada w fotelu z gazetą: pijany kierowca wjechał w stojących na przystanku ludzi, znany psychoterapeuta podejrzany o pedofilię, ptasia grypa w Turcji, premiera amerykańskiego hitu w kinach, otwarcie wystawy w warszawskiej galerii, demonstracja gejów i lesbijek w stolicy. Odkłada gazetę z niesmakiem. Sięga po luksusowy magazyn dla kobiet: botoks, diety, anorektyczce modelki, portrety kobiet niezmiennie zaczynające się od słów: „Gdy spotykam się z nią w jednej z modnych kawiarni, przychodzi w dżinsach, lekko obcisłej koszuli, włosy związane w kucyk! Nie do wiary, że ma 45 lat! Dałbym jej najwyżej trzydzieści.” Odkłada magazyn z prychnięciem. I to zdjęcie! Ona nie pozwoliłaby tak wypięknić i odmłodzić siebie komputerowo; jakby potem pokazała się na ulicy? Dziwne są te kobiety, naprawdę: na zdjęciu osiemnastka, w życiu pięćdziesięciolatka z twarzą zniszczoną solarium. Kto chodzi do solarium?! Przecież to gwiazda, a wygląda jak „piekarnik” z wiejskiej dyskoteki.

Zaczyna ją dopadać senność i nuda.  Gdzie Michał? Już dawno powinien być.

Kiedy się obudziła, w domu i na zewnątrz panowała ciemność.  Przez ułamek sekundy nie wiedziała, gdzie jest, ale zaraz pojawiła się myśl: Michał!

Przecież chyba by ją obudził. Zapaliła wszystkie domowe lampy.  Poszła do sypialni, nawet do gabinetu. Nic, cisza, nikogo nie ma. W kuchni nietknięty obiad.. Zajrzała nawet pod łóżko. Wyszła przed dom, bo może zemdlał? Ale nie było jego samochodu. W jej komórce nie było żadnej wiadomości. Zadzwoniła: „wybrany numer nie odpowiada”.

Czyli telefon ma włączony. Może jest na ważnym spotkaniu, choć dotąd informował ją o późniejszym powrocie do domu.

Anna dzwoni co pięć minut; w kółko ten sam komunikat.

Nie, na pewno nic się nie stało, myśli, na pewno. Jest noc, może gdzieś jest i negocjuje te swoje interesy, nic więcej. Muszę zaczekać do rana.. Muszę. W łazience ma ukryte tabletki na sen. Bierze trzy i w ubraniu kładzie się na wygodniej sofie w salonie. Nie ma ochoty iść do sypialni.

Kiedy się budzi, jest dzień. Patrzy na zegarek: południe. Boli ja głowa od  tabletek i strasznie chce jej się pić. W kuchni pije wodę duszkiem z butelki. Jedzenie dalej nietknięte. Biegnie do gabinetu, ale tu nikogo nie ma. Znów wychodzi przed dom: samochodu tez nie ma.  Sąsiadka ciekawie spogląda z okna. Anna macha jej ręką na powitanie i szybko chowa się w domu. Przecież ma na sobie te samą wymiętą sukienkę.  Znów siada na sofie i czuje , jak jej ciało się trzęsie, nawet zęby ma zaciśnięte . Ponownie wykręca numer do Michała : „abonent czasowo niedostępny lub poza zasięgiem”.  Wyłączył komórkę? Zgubił?  Przykrywa głowę kocem, ale dochodzi do niej dziwny zapach. To ten cholerny łosoś! Wyrzuca całe jedzenie do worka na śmieci.  Pani Ela  przyjdzie dopiero w poniedziałek.  Bez znaczenia, zapas jedzenia ma.  Zresztą i tak ją zwolni.

Jezu, o czym ja myślę? Gdzie Michał? Zadzwonić na policję?  Cała okolica się dowie!  Przecież to takie małe miasteczko. Nie, nie będę dzwoniła. Pójdę tam. Poproszę o dyskrecję.

Anna bierze prysznic, wkłada na siebie sukienkę i płaszcz zimowy, wybiera najlepsze buty z szafy. Robi makijaż.  To jej tarcza przed uchylonymi oknami w domach obok.  W ostatniej chwili bierze torbę na zakupy, jakby nigdy nic….

Już jest na ulicy, ale nagle się wraca. Zdjęcie Michała!  Ma tylko jedno, wcale nie  nowe. Zrobiła mu je przy okazji jakiejś zabawy kilka lat temu.  Idzie do kuchni, włącza komputer. Tak, jest jego zdjęcie firmowe, dobrze, drukuje je. Wychodzi.

W okolicznych domach poruszają się firanki. Trudno. Do posterunku  ledwie dziesięć minut.

Policjant ją zna, przynajmniej z widzenia; w końcu tu wszyscy w jakiś sposób się znają.

– Pani Anna1 Witam – spłoszony chowa pod stół kanapkę, która właśnie jadł i wyciera usta – Cóż to panią do nas sprowadza? – pyta wesoło.

–  Mój mąż zaginął

Policjant poważnieje. Przygryza wargi. Grzebie w szufladach, wyciąga jakiś formularz. Zaczyna zadawać pytania.  Anna mówi tylko to, co wie, tak wczoraj, tak samochodu nie ma, tak, komórka milczy. W czym wyszedł? Nie wiem, jak zwykle w garniturze, nie zakłada płaszcza do samochodu. Zdjęcia? Mam, tylko te dwa, proszę. Anna pokazuje jedno z imprezy, na którym Michał  śmieje się szeroko, trzymając w ręce kieliszek i to drugie, jak z dowodu.

– Będę musiał zadać pani kilka pytań, proszę usiąść. Taka jest procedura – mówi niemal przepraszająco.

– Nie kłóciliśmy się, właściwie nigdy, Michał zawsze wracał o tej samej porze, chyba że o te kilka godzin później, ale wtedy dzwonił i mówi mi o tym, na nic nie chorował, to zdrowy człowiek i .. – Anna kryje twarz w dłoniach.

– Spokojnie, po kolei – mówi policjant – Znam  panią, ale muszę pewne rzeczy wiedzieć i o pewnych panią uprzedzić.

Nalewa jej szklankę wody z butelki mineralnej.

– Nie, żadnych znaków szczególnych, może blizna na udzie, kiedy przeciął się nożem krojąc chleb na pikniku.  Jaki garnitur? Zwykły popielaty, ma ich kilkanaście. Kiedy wyszedł? Rano, tak wczoraj. Pojechał do firmy. Nie miał nałogów, żadnej depresji, co pan mówi, to zdrowy pogodny człowiek. Po prostu zniknął!  Listy? Niby dla mnie? Nie, niczego nie zostawił. Tłumacze panu, że jak zwykle pojechał do firmy, nic więcej. A grupy krwi nie znam, nawet swojej nie  znam!

– Na pewno gdzieś jest, u państwa w domu, książeczka zdrowia, karteczka, cokolwiek z zapisaną grupa krwi, proszę spokojnie poszukać.

– Po co te pytania, wie pan jak wygląda Michał!

– Szczerze mówiąc, nie bardzo – policjant jest speszony – Mieszkacie tu wiele lat, ale widziałem go może ze dwa razy jak wsiadał do samochodu, nigdy go nie poznałem.  Częściej widywałem panią.

– Michał jest skryty, lubi być sam

– Zróbmy tak: proszę się uspokoić, przeszukać dom, znaleźć jakieś dokumenty męża i  zdjęcia, bo te dwa są niewyraźne.  I, naprawdę panią przepraszam, ale proszę się zastanowić, czy była między wami jakaś sprzeczka a jeśli tak, to o co? Dobrze?  Czy zdarzało się, że nie wrócił na noc i kiedy?  Teraz jest pani wzburzona. I proszę nie zwlekać pani Aniu, bo tu liczy się czas. Oto moja wizytówka.

– Żadnych sprzeczek nie było, już mówiłam. Wygląda tak jak na tym małym zdjęciu. Poza tym wysoki, szczupły, przystojny, nie  wygląda na swoje czterdzieści dwa lata, raczej młodziej, jest analitykiem finansowym, poza firmą pracuje także w domu, poza mną nie posiada rodziny, nic więcej nie wiem! Znamy się  osiem lat, poznaliśmy się w Kołobrzegu ale postanowiliśmy zamieszkać tutaj, bo oboje lubimy spokój. Co jeszcze?! Tak, to Michał zarabia, ja nie pracuje, nie muszę. Aha! Sprawdzałam konto, nic nie zniknęło, nie podjął żadnej gotówki.

– Może miał inne?

– Co takiego? On? Niemożliwe. Nie mamy tajemnic przed sobą. Proszę zająć się swoją praca, a ja poszukam jeszcze zdjęć i dokumentów, czegokolwiek! – Anna wstaje i powoli kieruje się do wyjścia.

– Wie pani, że zgodnie z procedura, będziemy musieli wrobić wywiad środowiskowy, rozkleić plakaty, dać ogłoszenia do prasy – pyta policjant spokojnie.

Anna zatrzymuje się, lekko drży.

– Tu nikt nas prawie nie zna – mówi przez zaciśnięte zęby.

– Chce pani odnaleźć męża?

Patrzy przez chwilę  na policjanta, kiwa potakująco głową i wychodzi.

Już w drzwiach słyszy:

– Dzwoniła pani do firmy męża?

 

xxx

Firma Michała. Jak ona się do cholery, nazywa? Gdzieś na jego biurku są wizytówki, nie oglądała ich wcześniej. Jakaś dziwna nazwa, trudna do zapamiętania.  Nigdy tam nie dzwoniła, po co?  Nie wkraczali na swoje tereny. Czy w sobotę ktoś tam odbierze?  Anna dzwoni, ale włącza się faks. Wreszcie po kolejnym telefonie odbiera wyraźnie zaspany portier.

– Dzień dobry, mówi Anna, żona Michała Zet. Czy on był lub może jest w pracy?

– Zet? Zaraz sprawdzę, ale nie kojarzę nikogo takiego. – Anna słyszy jak portier grzebie w papierach – Niestety nie mam takiego nazwiska w ewidencji.

– Nie rozumiem?

– Po prostu  ten pan tutaj nie pracuje – Anna słyszy odkładanie słuchawki.

W poniedziałek zadzwoni jeszcze raz, do sekretariatu, temu facetowi na pewno cos się pomyliło.  Już zimowe popołudnie, ciemno, gość przysypia.

Wizytówek jest dokładnie trzydzieści. Ułożone w pięknym srebrnym pojemniku.  Anna dokładnie ogląda jedną z nich: imię i nazwisko, dwa numery telefonów; jeden to komórka Michała, a drugi do pracy, dokładnie ten, który odebrał portier. Nic więcej. Zaraz! Małym drukiem jest nazwa firmy. Tylko dlaczego nie ma adresu?  To gdzieś w Kołobrzegu. Szybko wpisuje w Google, tak, jest taka firma. Oddycha z ulgą i zaraz myśli: ale czemu mi tak ulżyło? Zawsze tam pracował! To jakiś koszmarny nonsens. W poniedziałek na pewno ktoś odbierze a i Michał wróci.

„Abonent niedostępny”

„Abonent niedostępny”

„Abonent niedostępny”

.Anna  rzuca swoja komórkę w kąt pokoju i kładzie się na sofie.

Zasypia nad ranem.

Niedziela nie jest łaskawa. Wszyscy gotują obiady, zapach dochodzi przez lekko uchylone okno.  Przypomina sobie, że gotowy obiad wyrzuciła do kosza.  Idiotka! Teraz , czując głód szybko miesza groszek z jogurtem  w miseczce i je, chodząc po pokoju.  Pusta odkłada do zlewu. Bierze komórkę, ale „abonent….” Oczywiście.

Co robić ze sobą? Dlaczego nikt nie dzwoni? Skąd taka cisza? Policja jutro rozwiesi plakaty w miasteczku i da ogłoszenia do prasy. Nie będzie już tak cicho.

No, dobrze, przeszuka gabinet Michała.  Boi się tego, ale wie, ze nie ma wyjścia i nie wie, dlaczego się  boi. „Nie rób tego więcej, kochanie”.

Staje  w progu pokoju, nieskazitelnie czystego pokoju perfekcjonisty i cofa się.

Nie, nie mogę, nie teraz.

W kuchni nalewa sobie sporą lampkę wina.  Jeszcze raz dzwoni, ale abonent…No tak.

I kolejna lampka.  O ile „lampką” można nazwać szklankę w całości wypełnioną winem.

Lekko się zataczając, wraca do gabinetu Michała.

Nie, nie będzie grzebała w tych wszystkich równo poukładanych teczkach.  Idzie od razu do biurka, na którym stoi komputer. Włącza go.

„Podaj hasło”.

Cholera!

Anna wpisuje swoje imię, potem męża. Error.

A może to?

„beatka”

Jest!

Dziwne, że wciąż miał imię kochanki jako hasło do komputera, ale przecież ona nigdy do niego nie zaglądała. Nawet kochankę wybaczyła.  W końcu długo to nie trwało, nic poważnego! Ale teraz widzi folder pod tytułem: „Beatka”. Klika w niego a tam wysypują się zdjęcia; bynajmniej  nie sprzed lat.  Nie są erotyczne.  Gorzej! Anna widzi, jak Michał i Beatka przytulają się do siebie gdzieś na ulicy, w kawiarni, w restauracji. Nachylają się nad sobą, rozmawiają, on głaszcze ją po włosach. Kto zrobił im te zdjęcia? Kiedy? Na jednym jest data. To niemożliwe.

Zaraz, zaraz, gdzie ten numer? Gorączkowo przeszukuje komórkę. Miała przecież. No i jest!

Odchyla się na oparcie krzesła. Może za chwilę, zaraz, moment!  Wstaje z fotela i otwiera barek Michała. Dziwne, ale jest pusty. Tylko jakieś opróżnione butelki.

To nie w jego stylu, myśli.

Ale w szafce w biurku  stoi flaszka whisky, jakby ukryta.  Anna nalewa sobie do kubka po kawie.

Whisky? W biurku? Przed kim ją chował?

 

Reklamy

About katarzynatnowak

Moje książki: " Moja mama czarownica. Opowieść o Dorocie Terakowskiej" (Wydawnictwo Literackie, 2005); "Kobieta w wynajętych pokojach" (WL 2007); 'Kasika Mowka" (WL 2010). Jestem pisarką i dziennikarką. Motto: "Przelanie na papier tego co w sobie najlepsze i co najgorsze, bo wtedy odkrywamy nagle, co w nas tkwi, a o czym być może nie wiedzieliśmy. Stąd każda powieść jest specyficzną autobiografią pisarza. Jego radości, ale i jego demonów." M.V. Llosa. Zobacz wszystkie wpisy, których autorem jest katarzynatnowak

3 responses to “Fragment ” Zaginiony”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: