Tak, wiem

że największym zabytkiem Krakowa jest Dom Handlowy Jubilat, a Warszawy Pałac Kultury, ale te dwa miasta wreszcie coś połączyło, mianowicie remont dworca. Nie dość, że pociąg odjedzie lub nie odjedzie, żadnej informacji z którego peronu i czy na pewno siedemnaście minut po czternastej czy może czternaście po siedemnastej, więc najlepiej stać z bagażem gdzieś pośrodku, a na sygnał pędzić do wagonu bez biletu, to jeszcze można można doznać szoku w najmniej odpowiednim momencie.  Oczywiście, nie chodzi o zakaz palenia, bo ten omijam, bujając się wraz z kołyszącym pociągiem w toalecie ( tej kanciapie za przedziałem).  Wysiadam z ulgą, że jechałam tylko trzy i pół godziny, a pociąg stał tylko 40 minut i ma opóźnienie ledwie godzinkę. Dawno nie byłam w Warszawie, rozglądam się, jasny korytarz , nie ma sklepików, nie ma chłamu, jakoś czysto i jasno…Szukam wyjścia z dworca na postój taksówek i mijam błyszczący automat z napisem WC.  I zawracam.  Kafelki lśnią, przyjazny pan informuje jak i gdzie mam wrzucić dwa złote, by dostać się do środka, oszołomiona robię co mi każą, wajchy mnie wpuszczają ,  prawie wjeżdżam na butach po nieskazitelnej  czystości kafelek w łazience , rzucam torbę i  co widzę? Toaletę, bo kiblem tego nazwać nie można.  A w niej książki od podłogi po sufit.  To już nie zdziwienie, tylko przykrość, bo chcę zwyczajnie siku,  a nie kultury, ale po pierwszym szoku wyłania się dobrze znany kibel, tylko odnowiony, czyściutki , otoczony fototapetą kulturalną.  I to nie harlequiny, co to to nie! To starodawne woluminy, wielkie tomiska aż wstyd załatwiać tu prozaiczne potrzeby.  Tytułów nie odczytałam, niestety, bo dopadła mnie klaustrofobia. Miłego pana pytam, gdzie się podziały dworcowe księgarnie, bo pilnie muszę kupić pewną książkę, a przecież wiadomo, ze na Centralnym jest cała najlepsza literatura, ale pan mi przerywa i wskazuje na automat , bym wreszcie wyszła a „książki to są w empiku! , za rogiem”. Nie, ja już luksusów mam dosyć, czuję się źle, wstydliwie i oddycham z ulgą dopiero w taksówce.   Jadę i jadę, pół godziny mija, zielona choinka zapachowa dynda nad kierownicą (jestem na nią uczulona, ale całą asertywność straciłam w kiblu), słabo mi z wrażeń, ale już samochód się zatrzymuje i za mną Złote Tarasy i Dworcowy Pałac.

Przyjaciółka mnie wita w normalnym domu, w normalnym ludzkim, przyjaznym  bałaganie.   Jej mama upiekła struclę. Jestem szczęśliwa.

 

P.S. A przed chwilą, już w Krakowie niespodzianka. Nowa recenzja Kasiki Mowki:

Nakręcana laleczka (Kasika Mowka)

Reklamy

About katarzynatnowak

Moje książki: " Moja mama czarownica. Opowieść o Dorocie Terakowskiej" (Wydawnictwo Literackie, 2005); "Kobieta w wynajętych pokojach" (WL 2007); 'Kasika Mowka" (WL 2010). Jestem pisarką i dziennikarką. Motto: "Przelanie na papier tego co w sobie najlepsze i co najgorsze, bo wtedy odkrywamy nagle, co w nas tkwi, a o czym być może nie wiedzieliśmy. Stąd każda powieść jest specyficzną autobiografią pisarza. Jego radości, ale i jego demonów." M.V. Llosa. Zobacz wszystkie wpisy, których autorem jest katarzynatnowak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: