Z okazji Świąt

Wszystkim życzę Wiele Dobra, Ciepła, Uśmiechu nie tylko w te Święta.

A tu anegdota:

Nie zabieraj nam Stefana

Swego czasu karpie na Wigilię kupowało się  żywe. Pływały biedne w plastikowym basenie , wystawionym na bazarze.  W moim domu zwykle jeździł po nie ojciec, tak może dzień przed Wigilią. Mama napuszczała do wanny wodę i tata wpuszczał tam piękne, dorodne karpie. I liczyli: Ten i ten do smażenia, tamte do pieczenia, a pozostałe w galarecie i po żydowsku.  Moja siostra i ja miałyśmy zakaz wstępu do łazienki. Koty rodziców też. Ale podobnie jak ich żaden zakaz nas nie ograniczył.

– Karpie pływają w wannie! – wołała podekscytowana  moja młodsza siostra.

_ To chodźmy je zobaczyć!

W łazience, na brzegu wanny siedziały koty i usiłowały wyłowić rybkę. Widok nie był przyjemny. Wyrzucałyśmy je na chama z łazienki, by nie robiły krzywdy naszym  rybom.

– Jak je nazwiemy? – pytała siostra.

– Ten duży to Stefan – zaproponowałam – Mniejszy może być Adamem, a reszta?

–  Stefan koniecznie, tak ma na imię mój narzeczony z klasy, a pozostałe może Marek, Paweł, Adam? – pytała , próbując pogłaskać pływającego karpia.

– Dobra, tylko nie zapomnij jak który ma na imię!

W dzień Wigilii tata – dzierżąc w dłoni tasak, odziany w stary dres – szedł do łazienki.

Niestety, nie spodziewał się zmasowanego ataku. I to nie ze strony  karpi.

 – Jak ruszysz Stefanka, to koniec z nami – mówiła zapłakana siostra.

– Won od Marka, Pawła, Adama i Stefana! – wołałam rozpaczliwie, całym ciałem zasłaniając wannę.

Zaciekawione koty przyszły nam z odsieczą.

– Chcecie kolację wigilijna czy nie? – spytał wściekły ojciec.

– Chcemy! – zawołałyśmy – ale bez naszych przyjaciół.

– Właśnie! – oznajmiła histerycznie siostra, wrzucając do wanny karmę dla rybek.

– Wyjdźcie stąd, przecież to karpie na kolacje, przestańcie odstawiać teatr – włączyła się mama.

– Stefana nie oddamy!  – krzyknęła histerycznie siostra i w ubraniu weszła do wanny.

Wśród karpi zawrzało.

– Wyłaź –powiedziałam – One się ciebie boją.

– Ale nie wolno zabić naszych kolegów! – oznajmiła, gramoląc się z wanny.

Biedne karpie już ledwo dychały.

Ojciec stał  z tasakiem, matka wzdychała, z siostry woda lała się na podłogę, karpie pływały a ja zatarasowałam całym ciałem drzwi od łazienki.

– Nic z tego! – wrzasnęłam – Róbcie ale…ziemniaki, no!

Po kilku godzinach walki obie z siostrą, uspokojone solidną obietnicą rodziców, że naszym nowym zwierzakom nic się nie stanie, poszłyśmy spać.  Po owych kilku godzinach radośnie popędziłyśmy do łazienki. Nie było ani Stefana ani Adama ani Pawła. Nawet wody nie było.

Po wigilijnym barszczu mama podała na stół między innymi Stefana, ale w innej formie. Siostra zaczęła płakać.

– Nie zjem narzeczonego – powiedziała. – Wy mordercy.

– To ja też nie – dodałam, choć Stefan czy też Adam wyglądał i pachniał  o wiele lepiej niż w wannie.

W końcu wzięli nas …głodem. Schowali wigilijną kapustę i czekali.

– No już dobrze – westchnęłam – dajcie Adama.

Tu siostra uderzyła w jeszcze większy płacz.

– Czekaj, nie płacz, jak go zjemy, to on będzie w nas – powiedziałam delikatnie.

– Seriooo? – spytała pociągając nosem.

I tak zjadłyśmy naszych przyjaciół.

– Od tej pory żadnych żywych ryb w tym domu – oznajmiła matka –  Żadnych tasaków . I żadnych akcji protestacyjnych w łazience.

I, rzeczywiście. Więcej nie zobaczyłam pływającego Stefana w wannie.

Tylko raz , przy kolejnej wigilijnej kolacji , siostra spytała:

– A ten , ten taki przepyszny pieczony kawałek to na pewno nie jest…?

– Nie, kochanie – ukrócił rozmowę ojciec. Bez tasaka w dłoni.  – To po  prostu ryba, jasne?

– Jasne – oznajmiła siostra, zjadając kolejny kawałek – A Stefanek  i tak będzie w mojej pamięci. Mogę prosić o dokładkę?

– Stefanka, Adama czy Pawła? – spytał nieco złośliwie ojciec.

– Kogo? Mój narzeczony ma na imię Rysiek – zdziwiła się, wyciągając ość z ust.

Teraz wszyscy zaczęliśmy płakać.  Podjadając  Rysia w galarecie.  Ale ona o tym nie wiedziała..

About katarzynatnowak

Moje książki: " Moja mama czarownica. Opowieść o Dorocie Terakowskiej" (Wydawnictwo Literackie, 2005); "Kobieta w wynajętych pokojach" (WL 2007); 'Kasika Mowka" (WL 2010). Jestem pisarką i dziennikarką. Motto: "Przelanie na papier tego co w sobie najlepsze i co najgorsze, bo wtedy odkrywamy nagle, co w nas tkwi, a o czym być może nie wiedzieliśmy. Stąd każda powieść jest specyficzną autobiografią pisarza. Jego radości, ale i jego demonów." M.V. Llosa. Zobacz wszystkie wpisy, których autorem jest katarzynatnowak

2 responses to “Z okazji Świąt

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: