To nie jest opowiadanie, sama prawda, czyli przeprowadzka

W sobotę przeprowadziłam się do nowego lokum.  Tak to nazywam, bo miejsce do typowych nie należy. To jakby motel lub dom dla singli, z garsonierami do wynajęcia, wspólną pralką na parterze i dozorcą, panem Krzysztofem.  Jak opisywałam przedwczoraj na Facebooku swoje wrażenia, to niektórzy uznali, ze po prostu to wymyślam jako tło do jakiegoś opowiadania sf.

Pokój ma jedynie drzwi balkonowe, które są jednocześnie drzwiami wejściowymi. Jest w nich moskitiera, ale dla moich kotów to pestka taka siateczka, więc będę musiała coś wymyślić, a drzwi trzymam uchylone, ponieważ mieszkam na piętrze pod dachem i dość tu gorąco. Z drzwi wychodzi się prosto na niewielki taras z widokiem na ogródek.

W pokoju  połączonym z kuchnią meble podstawowe są. Ściany normalne ( poza tym że wszystkie to regips) poza jedną, która ma być zapewne ozdobną, ponieważ naklejono na nią tapetę udającą kamień a w niej jest  kilka jakby obrazów z hieroglifami i jeden spory wizerunek Kleopatry.

Zakryłam hieroglify obrazami rodzinnymi  z nadzieją, że nie jest to jakaś klątwa egipska. Jakby co, to znam pewnego egiptologa. Jest tu niezłe pomieszanie kulturowe. Na ścianie Egipt, na suficie „niebo arabskie”, czyli takie malutkie światełka udające gwiazdy, a ja jeszcze powiesiłam nad łóżkiem indiańskiego łapacza snów.  Pełno tu diod zamontowanych pod sufitem, więc można oświetlenie walnąć jak w studiu fotograficznym. Przy czym pierwszej nocy nie byłam w stanie znaleźć wyłącznika. Na tarasie światło włącza się na fotokomórke za każdym razem jak uchylam drzwi albo przejdzie kot. Mam nadzieję, ze ten kot więcej nie przejdzie, bo moje dostają świra i chcą wyjść na zewnątrz.

Spora łazienka z malutkim oknem. W wielkiej wannie zamontowane radio, stereo w dodatku. Tez nie umiałam wyłączyć, więc pierwsza noc była trudna.

Powoli oswajam się z nowym miejscem. Koty jakoś wolniej , bo siedzą w ukryciu.  Radio z wanny nadaje całkiem dobrze, więc słucham sobie muzyki. TV nie odbiera, antena satelitarna ma być dopiero w czerwcu, więc coś muszę wymyślić , bo jednak lubię od czasu do czasu zobaczyć wiadomości i jakiś film. Internet , na szczęście, jest. Więc kontakt ze światem mam.

Dzielnica dobra, miła, ale już tym razem nie na Kazimierzu.  Co mi dobrze zrobi, bo łażenie na nogach jest zdrowe, no i odchudza;-)Do najbliższego sklepu jest jakieś 20 minut, a na Kazimierz bulwarami pewnie ze 40.  Może kupię rower.

Kiedy pisałam „Kobietę w wynajętych pokojach”, znajomy pisarz całkiem poważnie spytał: ” Nie boisz się, że to zadziała jak samosprawdzająca się przepowiednia?”

No i wykrakał…;-)

xxx

Ta Kleopatra naprawdę jest spora…;-)

Jakoś kretyńsko przyciąga mój wzrok.

A sufit?  „Niebo gwiaździste nade mną…”.  Wprawdzie arabskie, ale to chyba bez znaczenia. Co do prawa moralnego to nie mam zdania;-)

About katarzynatnowak

Moje książki: " Moja mama czarownica. Opowieść o Dorocie Terakowskiej" (Wydawnictwo Literackie, 2005); "Kobieta w wynajętych pokojach" (WL 2007); 'Kasika Mowka" (WL 2010). Jestem pisarką i dziennikarką. Motto: "Przelanie na papier tego co w sobie najlepsze i co najgorsze, bo wtedy odkrywamy nagle, co w nas tkwi, a o czym być może nie wiedzieliśmy. Stąd każda powieść jest specyficzną autobiografią pisarza. Jego radości, ale i jego demonów." M.V. Llosa. Zobacz wszystkie wpisy, których autorem jest katarzynatnowak

3 responses to “To nie jest opowiadanie, sama prawda, czyli przeprowadzka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: