Mano mama – ragana

Bardzo mi się podoba, zwłaszcza to “zamiatanie duszy” (wydali moją książkę o mamie na Litwie i tak ładnie tłumaczy google):

Mano-mama-ragana

w pewnym sensie była “zamiataczką dusz”.

I jeszcze to:

mano-mama-ragana.html

tu mi się podoba że  dokonałam “minimalnego obowiązku szkolnego” Analfabetka ze mnie.

No, w pewnym sensie to….tak i owszem. Jak sa rubryki (wszędzie są jakieś rubryki) w miejsce “wykształcenie” wpisuje najpierw “licencjat” a potem “wyższe” ale to wszystko zależy gdzie ta rubryka jest. W niektórych wpisuje prawdę, czyli “niepełne wyższe”. Ale że to określenie czy jak nazwać zostało oficjanie zakazane, muszę zaznaczać “średnie”.

Na studia poszłam, co miałam nie iść. Studiowałam długo więc może jednak mam to wyższe wykształcenie, bo chyba z 7 lat: na zmianę na II i III roku, jak zresztą większość z mojej grupy. W końcu były to lata 80-te i należało studiować jak najdłużej. Na roku było nas moze z 13 osób, a że wciąż kiblowaliśmy, to wszyscy siebie znali.

Pewnego dnia odkrył to rektor i napisał list do dziekana, w którym pytał, dlaczego na religioznawstwie nie istnieje V rok???!

Po 90 roku reaktywowałam się, ale po pierwszych zajęć opuściłam je na zawsze.

Ileś lat później spotkałam na ulicy niejakiego pana P., który prowadził z nami zajęcia (teraz jest profesorem) i znów mnie wzięło na reaktywację.

Ja – Może jednak skończę te studia?

Pan P – A masz indeks? Bo trzeba by sprawdzić na którym roku “jesteś”?

Ja – Zgubiłam.

– To po ptokach – stwierdził pan P. – A tak w ogóle to nie wracaj. Nie warto. Nie te czasy, Sztywno, nudno i regulaminowo.

Z większością wykładowców byliśmy na “ty”.

Zajęcia odbywały się czasem w knajpie “Pod Pawiem” vis a vis Instytutu (w knajpie było piwo, w komunie cenne jak złoto ).  Jak się nam nie chciało czekać na spóźniającego się pana profesora, to zostawialiśmy kartkę na drzwiach do sali: “Jesteśmy Pod Pawiem. II rok” . I już. I pan profesor przychodził. Wykład się odbywał, nieco przerywany bekaniem, ale jednak.

Ale nie była to totalna leserka, bo gdyby nie te studia nie znałabym dziś Mircea Eliade, Stanisława Groffa i wielu innych autorów, nie fascynowałabym się szamanizmem i religią Idnian północnej Ameryki itd, itp, etc….

Szał fascynacji minął ale wciąż – jak mawiają inteligienci – “pozostaje to w sferze moich zainteresowań”. (Nie lubię intelektualistów).   Ale w wielkiego ducha Manitou wierzę i w mana też! Koniec na ten temat bo mam skłonność do słowotoku. Może o tym więcej w innym wpisie.

Reklamy

About katarzynatnowak

Moje książki: " Moja mama czarownica. Opowieść o Dorocie Terakowskiej" (Wydawnictwo Literackie, 2005); "Kobieta w wynajętych pokojach" (WL 2007); 'Kasika Mowka" (WL 2010). Jestem pisarką i dziennikarką. Motto: "Przelanie na papier tego co w sobie najlepsze i co najgorsze, bo wtedy odkrywamy nagle, co w nas tkwi, a o czym być może nie wiedzieliśmy. Stąd każda powieść jest specyficzną autobiografią pisarza. Jego radości, ale i jego demonów." M.V. Llosa. Zobacz wszystkie wpisy, których autorem jest katarzynatnowak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: