Wywiad prosto z Krakowa

Dobre Wiadomości

Kasiu, jak zaczęła się Twoja przygoda z pisaniem. Czy w ogóle jest to przyjemna przygoda czy ciężka praca? 

Nie jestem pewna, czy przygoda to dobre słowo. Powiem tak: przygoda z pisaniem zaczęła się w dzieciństwie. Pisałam krótkie opowiadania, sztuki (koniecznie w trzech aktach), zapisywałam zeszyty obszernymi relacjami z tego, co mi się przydarzyło, pisałam dzienniki. Opowiadania i zeszyty walały się po całym domu. Mama chętnie czytała to, co piszę i chwaliła, ale i podpowiadała, co zmienić, poprawić, dodać… W szkole namiętnie pisałam opowiadania miłosne, głównie na prośbę koleżanek z klasy, które czytały je pod ławkami, podając sobie kolejne odcinki. (To zabawne, bo dokładnie to samo robiła moja mama w swojej szkole). Pamiętam nawet kilka z nich. Większość była śmieszna, niektóre strasznie poważne i ponure. I tak do połowy studiów. Wtedy była to zabawa, przygoda, ale i czułam taką potrzebę. Kiedy jednak zaczęłam pracować jako dziennikarka i zobaczyłam swój pierwszy tekst w gazecie, poczułam się taka dumna, że popełniłam błąd myślowy: uznałam, że moja pisanina to tylko zabawa, hobby, sposób na spędzanie czasu i…zarzuciłam pisanie a wszystkie zeszyty wyrzuciłam.

Nie zastanawiałam się nad tym, czy kiedykolwiek będę pisała prozę, choć wielu dziennikarzy tak myśli. Mama porzuciła dziennikarstwo w pewnym momencie i zajęła się pisaniem książek dla dorosłych (wcześniej pisała dla dzieci). Nie namawiała mnie do niczego, ale czasami rzucała: „Kiedyś zaczniesz pisać”. Już po jej śmierci dowiedziałam się, że martwiła się, bo jakoś wciąż tkwiłam przy pisaniu artykułów. I nie dlatego, że bałam się pisać, bo ona odnosiła sukcesy. Nie byłam tak wychowana, w domu wiedzieliśmy, że sukces jednego z nas wpływa na sukces drugiego, nigdy nie było zawiści czy rywalizacji.

Pierwszą książkę napisałam niejako poprzez śmierć mamy w grudniu 2004 roku (i mojego ojczyma Macieja Szumowskiego, który zmarł trzy tygodnie potem). Biografię mamy zaproponowało mi Wydawnictwo Literackie, wątpię bym sama na to wpadła. Bałam się, miałam wrażenie, że nic nie pamiętam no i jak tu pisać o własnej matce, tak by z jednej strony uniknąć laurki, a z drugiej zbytniego rozliczania się? Ale usiadłam, zaczęłam i…poszło samo. Jestem zadowolona z tej książki. To już nie była przygoda. To była ogromna ilość pracy, emocji, uczuć.

Potem, jakoś rok później, pewnej nocy zaczęłam zapisywać w komputerze to, co się ze mną dzieje i to, co mi się przydarza po nagłym odejściu rodziców i utracie domu. Traktowałam to jak zwykłe notatki. Przeczytała je moja koleżanka i powiedziała:

‘Kaśka, napisz to! Wiesz, ile kobiet ma podobne problemy?” Nie chodziło jej o śmierć moich rodziców, lecz o przeżycia kobiety, która skończyła czterdzieści lat, odczuwa pustkę, miota się i szuka swojej drogi w życiu.

„Kasikę Mowkę” zaczęłam jeszcze zanim skończyłam „Kobietę w wynajętych pokojach” (chyba! Nie pamiętam dokładnie, bo wciąż ją odkładałam, męczyła mnie), pisałam ją długo, to była cholernie trudna dla mnie książka, ale musiałam ją napisać. I tą książką przeszłam bardziej na stronę literacką, choć jeszcze czasami piszę coś dla gazet. Ale to nie jest przygoda. Nic nie daje większej adrenaliny, niż pisanie – zwłaszcza jak czujesz, że to, co piszesz jest autentyczne, że po prostu ci idzie, – ale z drugiej strony to szarpanina emocjonalna. Zwykle wtedy chudnę, prawie nie jem, strasznie dużo palę, chodzę jak we śnie, gadam sama do siebie, taka wariatka;Kocham to, co robię i fatalnie się czuję, kiedy dopada mnie jakaś niemożność jak ostatnio, od czasu wydania „Kasiki Mowki”. Mam wtedy poczucie osamotnienia i nerwicę, ale powoli czuję, że już to mija, że napiszę jeszcze jedną powieść.

Zaczęłam więc pisać podobnie jak mama, czyli w wieku 40 lat. Pamiętam jak wychodziła jej kolejna książka i znów była bestsellerem, a ona cieszyła się dzień, dwa, trzy. Potem popadała w nerwicę, smutek.. Pytałam zdziwiona: „O co ci chodzi? Znów odniosłaś sukces. Napisałaś jeszcze lepszą książkę”. Odpowiadała: „Jak kiedyś zaczniesz pisać to zrozumiesz, jak to jest”. Miała rację.

Skąd czerpiesz inspiracje do swojej twórczości? Czy książki powstają w wyniku Twoich własnych przeżyć czy obserwacji życia? 

Jedno i drugie jest dla mnie inspiracją. Nie da się uniknąć własnych przeżyć i emocji w pisaniu, to zwyczajnie niemożliwe. Zawsze, nawet, jeśli jest to książka o kosmitach, to jest w niej część, a może nawet bardzo wiele z osobowości i przeżyć autora.

Czasem zastanawiam się czy autorzy książek nie obawiają się reakcji rodziny czy znajomych, którzy czytają ich książki często zawierające opisy mniej popularnych czy intymnych fragmentów ich życia i pewnie potem oceniają ich prywatnie. Jak to jest w Twoim przypadku? Czy miałaś podobne rozterki? Czy przejmujesz się tym co sobie ktoś pomyśli?

U mnie było inaczej, jak wiesz, napisałam to już wcześniej, poza tym rodzice sami tworzyli, siostra także. A czy przejmuję się, co pomyślą inni? Raczej nie. Na pewno nie w trakcie pisania. Może potem, kiedy książka już jest na rynku, zastanawiam się, jak zostanie odebrana. Bardzo się cieszę, kiedy dostaję listy od czytelników, kiedy zapraszają mnie na spotkania autorskie i mogę z nimi bezpośrednio porozmawiać. To mi daje siłę i poczucie, że to co robię, ma sens. Odpowiadając na Twoje pytanie wprost: nie mam żadnych rozterek. Literatura powinna być wolna. Musi być wolna, stawianie sobie granic to kompletny nonsens.

Ale, jeśli chodzi o intymność, to na przykład, mój biologiczny ojciec, Andrzej Nowak, nie przeczytał „ Kasiki Mowki”. Ani on ani ja tego nie chcemy.

Czy fakt, że Twoja mama, Dorota Terakowska była pisarką, pomagał czy utrudniał Ci pisanie?

Chyba ani jedno ani drugie. Wiele jej zawdzięczam, bo to ona uczyła mnie warsztatu dziennikarskiego, oceniała moje artykuły, wściekała się, kiedy widziała, że za bardzo się nie wysilam, że po prostu odwaliłam jakiś tekst. Kiedy obie pracowałyśmy w prasie, ludzie uważali, że…mama pisze za mnie teksty . Śmiałyśmy się z tego. Powieści nie miała jak oceniać, ale myślę, że byłaby ze mnie zadowolona. Takie nazwisko mobilizuje. Bo nie da się uniknąć porównań, ale ja mam inny styl, piszę zupełnie inaczej niż mama. Prasa mnie nie krytykowała, nie mogę narzekać. Jestem sobą.

Czytałam, że Twoją mamę wyrzucano z trzech szkół, była nieznośna i niepokorna. Czy Ty też przechodziłaś taki burzliwy okres buntu?

Tak. To zabawne, bo mnie również wyrzucono z trzech szkół, nota bene w jednym z liceów wyrzucał mnie ten sam dyrektor , który lata wcześniej wyrzucił mamę. Za to samo: nieodpowiednie zachowanie, brak przystosowania, nie słuchanie zakazów, ostentacyjne palenie papierosów, sposób ubierania się, nieobecności na lekcjach, etc.. W recenzji „Mojej Mamy Czarownicy” prof. Czapliński napisał m.in., że uparcie próbuję odnaleźć podobieństwa z mojego życia z życiem matki. Tymczasem ja niczego na siłę nie szukałam. To są fakty, które mnie samą zaskoczyły.

Czy często wspominasz swoją mamę? Jakie jej cechy ceniłaś najbardziej?

Mam ją w pamięci cały czas. Jakie cechy? Wrażliwość, siłę, lojalność, szczerość do bólu, dobroć. I tę jej ostrość. Wielu ludzi bało się jej, bo nie wiedzieli, ze ta ostrość to tarcza obronna. Nie znali jej. Była skryta jak ja, ale rozumiałyśmy się bez nadużywania słów. Choć – co jest częste u ludzi zamkniętych w sobie – dużo gadałyśmy, jedna przez drugą, co wyglądało zabawnie z zewnątrz, bo mówiłyśmy równocześnie albo przerywałyśmy sobie, ale świetnie się nawzajem rozumiałyśmy. Nie nadużywałyśmy słów w tym sensie, że nie musiałyśmy powtarzać sobie, ze siebie kochamy, to nie było nam potrzebne. Wiedziałyśmy o tym.

now1198

Czy radość z wydania pierwszej książki była wielka? Co wtedy czułaś?

Radość, satysfakcję, no po prostu byłam podkręcona na maksa. Zwłaszcza, że ta książka naprawdę mi wyszła. No i była moją pierwszą.

1645.jpg

Jak oceniasz swoją drugą książkę?

Jest niezła, ale nic więcej. Taka sobie. Mogłam napisać ją lepiej. Moja siostra powiedziała wtedy: „Wiesz, co Kaśka, gdybyś przełamała opory i bariery, to to by było Coś, a tu widać, że nie dałaś z siebie wszystkiego”. Uważam dokładnie tak samo. Ale nie żałuję tej książki w żaden sposób!

kasika mowka12

Twoja trzecia książka to „Kasika Mowka”. Skąd ten tytuł?

Kilka lat temu przypomniałam sobie, że nazywałam siebie tak w dzieciństwie. Pomyślałam, że to dobry pomysł na powieść. Pięcioletnia dziewczynka, która każe nazywać siebie Kasika Mowka, dlaczego, po co?

No i pytanie nieuniknione – o czym będzie Twoja kolejna książka?

Trudno mi teraz na to odpowiedzieć. Na pewno będzie to powieść obyczajowa, o relacjach między ludźmi, ale na razie tylko tyle mogę powiedzieć. Nie mam już wewnętrznych oporów ani barier. Na pewno musi być lepsza od mojej ostatniej, bo w innym wypadku nie ma sensu w ogóle pisać.

Mieszkasz w Krakowie. Jakie jest dla Ciebie to miasto? Jakie masz tam ulubione zakątki?

Z jednej strony kochane, bo tu się urodziłam, wychowałam, mam swoje ulubione ulice i miejsca, które znam jeszcze z dzieciństwa, a z drugiej to, że akurat się w nim urodziłam, nie oznacza, że koniecznie muszę w nim mieszkać. Kraków jest piękny, powolny, dekadencki… Dla turystów, którzy widzą tylko zabytki, na pewno wspaniały. Dla mnie także duszny (nie tylko z powodu smogu), zbyt dekadencki, ciasny, czasami męczący. Konserwatywny. To trudne miasto.

Znasz wiele znanych, interesujących osób. Jak sądzisz, dzięki jakim cechom charakteru osiągnęły sukcesy?

Myślę, ze jest to kwestia talentu, siły i odwagi. Ale też nieprzystosowania społecznego (aspołeczności), niezgody na otoczenie, odmowy na życie w społeczeństwie, które jest zakłamane i pełne hipokryzji. To są wielkie indywidualności, mocne, ale i bardzo wrażliwe.

Czy możesz rozszyfrować to T. w nazwisku?

Wszyscy mnie o to pytają To po prostu Terakowska. Nie używam go w podpisach, ale też nie zamierzam udawać, że jestem córką kogoś innego.

Kasiu, jak rozumiesz sformułowanie dobre wiadomości?

Hmmm… po prostu dobre wiadomości – takie, które wywołują uśmiech na twarzy, sprawiają, że dzień wydaje się piękniejszy, wiara w siebie większa, patrzenie w przyszłość bardziej optymistyczne.

Jakie dobre wiadomości z Twojego życia szczególne zapadły Ci w pamięć? Na jakie jeszcze czekasz?

Czy ja wiem? Jak miałam 16 lat, to dobrą wiadomością okazało się wyrzucenie mnie ze szkoły i tak zwany wilczy bilet, czyli zakaz wstępowania do szkół przez rok . Nie znosiłam szkoły. Przyjęcie na studia. Bo to już zupełnie inna bajka, zresztą wtedy studiowało się kompletnie inaczej niż teraz. Wiadomość, że będę miała siostrę. Pierwszy sukces mamy w literaturze. Telefon w 2000 roku od Krystyny Kaszuby, ówczesnej szefowej „Twojego Stylu” z wiadomością, że dostałam u niej etat. To wielka osobowość, a pismo miało wówczas bardzo dobrą reputację. Szczerze mówiąc, nie pamiętam zbyt wiele, bo na ogół bardziej pamięta się te złe chwile, wiesz jak to jest…

A na jakie czekam? Głównie na trzy konkretne dobre wiadomości, ale nie powiem, jakie…

A więc życzymy, by te trzy dobre wiadomości stały się dla Ciebie faktem.

pytania zadawała Marta Polak

Advertisements

About katarzynatnowak

Moje książki: " Moja mama czarownica. Opowieść o Dorocie Terakowskiej" (Wydawnictwo Literackie, 2005); "Kobieta w wynajętych pokojach" (WL 2007); 'Kasika Mowka" (WL 2010). Jestem pisarką i dziennikarką. Motto: "Przelanie na papier tego co w sobie najlepsze i co najgorsze, bo wtedy odkrywamy nagle, co w nas tkwi, a o czym być może nie wiedzieliśmy. Stąd każda powieść jest specyficzną autobiografią pisarza. Jego radości, ale i jego demonów." M.V. Llosa. Zobacz wszystkie wpisy, których autorem jest katarzynatnowak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: