Święta 2012

WSZYSTKIM ŻYCZĘ DOBRYCH ŚWIĄT I JESZCZE LEPSZEGO NOWEGO ROKU!

100_1603

A z okazji Nowego Roku 2013 przytaczam felieton mojej mamy, Doroty Terakowskiej :

Noworoczne przyrzeczenia

 

„Prawie nie znam człowieka, który z okazji Nowego Roku nie wpadłby na myśl, że należy złożyć sobie liczne zobowiązania poprawy własnej osoby wobec stanu faktycznego. I prawie nie znam człowieka, któremu udałoby się wykonać choćby jedną dziesiątą tych zbożnych przyrzeczeń. Startujemy bowiem z wysoka: „Już NIGDY nie zrobię żadnej awantury” – przyrzeka najbardziej kłótliwa żona w sylwestrowy, upojny wieczór. „Rezygnuję z poobiednich drzemek i naprawię WSZYSTKIE kontakty w domu”, mówi mąż, przejęty własną szlachetnością. „Od jutra przynoszę do domu SAME szóstki”, wdzięczy się dziecko. „ZAWSZE możesz na mnie liczyć”, deklaruje przyjaciel/przyjaciółka. Rzecz jasna, żadne ze zobowiązań nie jest zrealizowane, no bo jak, skoro jest sprzeczne z naturą składającego to przyrzeczenie, a w dodatku uogólnione na całe życie, zamiast w zdrowy sposób ograniczone jednego, konkretnego przypadku („Zrezygnuję z jednej awantury w tygodniu”, „naprawię jeden z dziesięciu kontaktów”, „spróbuję zdobyć jedną szóstkę”, ” w niektórych sprawach możesz na mnie liczyć”, itp.).

 

Oczywiście, epidemia noworocznych przyrzeczeń też mnie nie omijała, bo jestem tylko człowiekiem. Czegóż to ja nie obiecywałam sobie (i innym) w minionych latach!…że przestanę być konfliktowa i nie będę ryczeć do dyskutanta-opozycjonisty: „Ty kretynie!” – tylko łagodnie przekonam go racjonalnymi argumentami. Zajmę się mieszkaniem i prawie codziennie je wysprzątam, a kurze i okna przetrę najmniej raz w tygodniu. Złagodnieję, będę milsza, nie będę nikomu walić prawdy prosto w oczy, itp. itd. Oczywiście – wszystko niewykonalne, no bo jak, skoro ja to ja?

 

Dziś, gdy minęły lata i przybyło mi doświadczeń, już wiem, że noworocznych przyrzeczeń nie ma co składać, chyba że…chyba, że na NIE. Zestaw tego, czego na pewno nie zrobię, jest gwarantowany moją własną osobą, a tamte szlachetne uniesienia żyrowała tylko kostka brukowa w piekle. Dziś składam zatem przyrzeczenia realne, do czego i Was namawiam. Otóż na pewno nie będę codziennie sprzątać, bo po pierwsze dom brudzi się szybciej, niż się sprząta, po drugie nie jestem niewolnicą podłóg i okien, po trzecie wystarczy gdy posprzątam wtedy, jeśli bałagan rzuci się komuś w oczy (nie mnie. Mnie się nigdy nie rzuca i wolę przeczytać kolejną książkę, niż wypucować mało widoczny kąt w mieszkaniu. Już w latach panieńskich wmiatałam śmieci pod szafę, skąd wymiatałam je raz w tygodniu – i jakoś to szło, ani ja, ani mieszkanie się od tego nie zawaliło). Nie będę mniej konfliktowa, niż jestem, bo nie umiem – i chyba lepiej jest wrzasnąć, rzucić naczyniem(najlepiej nie tłukącym, bo potem jest mnóstwo sprzątania – patrz punkt poprzedni), wyrzucić z siebie w ciągu minuty tę agresję, niż dusić ją w sobie tygodniami. Rodzina tylko zyska, bo się odreaguję, a znajomi….

 

Znajomi to oddzielny punkt. Otóż nie będę przymilać się tym, których nie lubię, bo – do jasnej cholery! – mam chyba prawo do komfortu okazywania kogo lubię, kogo nie lubię, kim gardzę, a kogo szanuję? Jeśli nie będę – przymilając się – stwarzać wrażenia innej osoby, niż jestem, to jawi się cienka szansa, że lubić będą mnie ci, którzy faktycznie cenią mnie taką, jaka jestem, a nie tę wykreowaną na użytek towarzyski, fałszywą wizję mojej osoby! Ileż czasu marnujemy na kreowanie siebie innymi, niż jesteśmy, w złudnym mniemaniu, że zrobimy bardzo dobre wrażenie! A może jest odwrotnie? Dobre wrażenie robimy będąc sobą – z pełną gamą wad i zalet – niż jako nieludzka Barbie, z przyklejonym okolicznościowym uśmiechem.

 

„Będę dobra dla wszystkich” – to było rutynowe noworoczne hasło, na tyle ogólnikowe, że w ogóle pozbawione sensu. Najczęściej wygłaszały je małe dziewczynki po noworocznej komunii, ale zdarza się ono całkiem dorosłym ludziom, co prawda o dużym poziomie infantylizmu. Otóż nie będę dobra dla tych, którzy na to nie zasługują, przeciwnie, postaram się dać im w kość bardziej, niż oni mnie. Spytana rok temu w jednym z „Who is who” o życiowe motto, napisałam starannie: „żyj i daj żyć tylko tym, którzy tobie też na to pozwalają”. …aha, nie będę też trendy. Umówmy się, że nie wszystko, co jest trendy, do mnie pasuje, albo mi odpowiada. Np. nie cierpię małych, błyszczących torebek i sweterków „przy ciele”. Wolę spodnie od spódnic. Mam tylko jedną parę markowych butów z ostrym szpicem z przodu i czuję się w nich tak, jakbym się urwała z „Historii żółtej ciżemki” ( średniowieczna opowieść o pewnym chłopczyku, niegdyś lektura szkolna). Nie odchudzę się ani o kilogram, przeciwnie, postaram się przytyć o dwa. Komedii „Ciało” nie uważam za dorównującą „Rejsowi”, a nawet wręcz przeciwnie. Nie cierpię Coelho, bo to JEST grafoman.

 

Za to nadal będę sobie czytać co jest, a co nie jest trendy (bo lubię o tym czytać), choć na co dzień i od święta będę sobą: w starym dresie, w ulubionym przetartym, męskim swetrze. „

Reklamy

About katarzynatnowak

Moje książki: " Moja mama czarownica. Opowieść o Dorocie Terakowskiej" (Wydawnictwo Literackie, 2005); "Kobieta w wynajętych pokojach" (WL 2007); 'Kasika Mowka" (WL 2010). Jestem pisarką i dziennikarką. Motto: "Przelanie na papier tego co w sobie najlepsze i co najgorsze, bo wtedy odkrywamy nagle, co w nas tkwi, a o czym być może nie wiedzieliśmy. Stąd każda powieść jest specyficzną autobiografią pisarza. Jego radości, ale i jego demonów." M.V. Llosa. Zobacz wszystkie wpisy, których autorem jest katarzynatnowak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: