PISZĄ O MNIE

wywiad : readarticle.php?article_id=268

?p=6003

Nakręcana laleczka (Kasika Mowka)

Anna Kazimiera Folta

Nakręcana laleczka :

Czy przebywanie wśród książek, karmienie się losami powieściowych bohaterów — nie wystarczy, aby wykształcić doskonałego intelektualnie i moralnie człowieka? Powieść Katarzyny T. Nowak, jak się wydaje, została napisana właśnie po to, by zwolnić literaturę z krępującego ją „dydaktycznego” obowiązku.

Jej główna bohaterka, zwana Kasiką Mowką, mimo że do jedenastego roku życia czyta niemal bez przerwy, nie potrafi ani ocenić postępowania bohaterów, ani wybrać ze swojej biblioteki najbardziej wartościowych lektur. Brak jakiejkolwiek selekcji powoduje, że wszystkie poznane książki zlewają się w umyśle dziewczynki, tworząc jedną — połączoną na chybił trafił — fabułę. Kasika korzysta z niej zawsze wtedy, kiedy stara się wyjaśnić zdarzenie lub rozmowę, której była świadkiem. Innymi słowy: fikcja literacka jest jej bliższa niż rzeczywistość.

Kreacja głównej bohaterki jest niezwykle wyrazista, „mocna” — jej historia bardzo silnie utrwala się w pamięci czytelnika. Katarzyna T. Nowak, tworząc postać Kasiki Mowki, nadała jej zarówno cechy uniwersalne, charakterystyczne dla wychowywania w środowiskach inteligenckich, jak i niepowtarzalne, jednostkowe. Bohaterka Nowak z jednej strony wpisuje się w starożytny topos puer senex. Nie ma zabawek i koleżanek, nie posługuje się również dziecinnym językiem. Z drugiej strony zaś jej historia jest w pewien sposób niepowtarzalna. Kasika Mowka jest jedna, jej imię symbolizuje jej idiosynkratyczność i wyjątkowość. Tym, co odróżnia ją od innych, jest też tajemnica jej pochodzenia, tajemnica przeszłości.

Kasika jest jednocześnie centralną postacią powieści, ponieważ to na jej emocjach i zachowaniu skupia się uwaga narratora, a także cieniem swojej babci, bohaterki drugiego planu. Jako dziecko stara się być babce we wszystkim posłuszna; gdy dorasta, buntuje się przeciw niej, bunt ten nie przynosi jej jednak upragnionej niezależności. Jest na tyle uzależniona od swojej jedynej wychowawczyni, że nie może bez niej żyć. Chociaż wydaje się, że bohaterka od początku ma predyspozycje, aby osiągnąć w życiu sukces: jest ponadprzeciętnie inteligentna, charyzmatyczna i piękna – bez pomocy nieodłącznej babci nie jest w stanie dokonać niczego.

Przedstawiona przez Nowak toksyczna relacja, łącząca babcię i wnuczkę, do złudzenia przypomina związek córki i matki znany z Pianistki Elfriede Jelinek. W obydwu powieściach odbiorca obserwuje proces dojrzewania głównych bohaterek. Nieustanne samookaleczanie  ma pozwolić Erice Kohut, bohaterce Jelinek, przejąć kontrolę nad własnym losem, dać złudne poczucie niezależności. Ból i cierpienie sprawiają jej przyjemność, ponieważ sama może o nich decydować. Z kolei Kasice Mowce rozkosz sprawia surowo zakazana przez babcię masturbacja czy przypadkowy seks w parku. Obydwie dziewczyny, chcąc za wszelką cenę wyzwolić się spod władzy swoich opiekunek, muszą w pełni świadomie łamać ich zakazy. Babcia i matka nakładają na nie wiele ograniczeń, bezwzględnie zabraniając przede wszystkim miłości fizycznej. Bohaterki należą bowiem wyłącznie do swoich opiekunek. Ich obowiązkiem jest – wypełnić codzienny rytuał. Ich życie ma być w pełni przewidywalne, powtarzalne i monotonne. Zarówno matka Eriki, jak i babcia Kasiki zaplanowały już bardzo dawno — nie pytając o zgodę zainteresowanych — życie i karierę swoich podopiecznych.

Bohaterki są w oczach opiekunek istotami genialnymi, ponadprzeciętnymi. Rzeczywistość natomiast ocenia je trochę surowiej. Erika, choć udziela lekcji gry na fortepianie — wcale nie jest uważana za wybitną pianistkę. Kasika, choć zna na pamięć wiele książek i definicji (sama zresztą nazywa siebie „chodzącą encyklopedią) — nie zostanie wybitnym naukowcem. Powieści Jelinek i Nowak są pod pewnymi względami bliźniaczo podobne: ten sam typ bohatera, ten sam temat utworu, ta sama problematyka. Różnice między nimi polegać będą na przykład na odmienności realiów (książka Jelinek rozgrywa się w Wiedniu, opisuje społeczeństwo austriackie, książka Nowak zaś w Krakowie, w starej kamienicy, w której lokatorzy tworzą rodzaj zamkniętej i hermetycznej społeczności) czy stopniu swobody, jaką może osiągnąć bohaterka. Podczas gdy Erika w drodze z pracy do domu zawsze ma szansę „przedłużyć” chwilę wolności, zbaczając z wyznaczonej trasy, Kasika pozostaje pod stałą kontrolą swojej babci. Obydwie pisarki, tworząc realia swoich powieści, czerpały inspirację z własnych biografii. Elfriede Jelinek, jak jej bohaterka, wychowała się w Wiedniu, od najmłodszych lat uczyła się gry na fortepianie. Z kolei Katarzyna T. Nowak urodziła się w Krakowie, gdzie toczy się też akcja jej powieści, wychowywała się, co często przywołuje, w artystycznym domu Doroty Terakowskiej i Macieja Szumowskiego, obecnie mieszka zaś w starej kamienicy na Kazimierzu. Jednak chociaż pod tyloma względami powieści są podobne, w żadnym wypadku nie można ich utożsamiać. Kasika Mowka nie jest kopią Kohut, ma w sobie coś jeszcze, coś z autorki, Katarzyny, a także – z Don Kichota?

Kasika Mowka — podobnie jak główny bohater powieści Cervantesa — sama nadaje sobie imię. Jak Don Kichot karmi się fikcyjnymi historiami, ponieważ przestrzeń jej egzystencji, systematycznie przez babcię ograniczana, nie zapewnia jej zbyt wielu nowych wrażeń. Kasika stara się więc otwierać ją i poszerzać poprzez czytanie książek i spisywanie wymyślonych historii. Wobec braku innych wrażeń i doświadczeń musi uwierzyć w fikcję; jest przekonana, że opisane w powieściach światy są tożsame z rzeczywistością. Ta ucieczka w fikcję nie wynika więc z tego, że interesuje ją ona bardziej niż codzienne zdarzenia, jak to ma miejsce w przypadku Don Kichota. Kasika, która nie może rozmawiać z obcymi, a nawet chodzić do szkoły, każde nowe doświadczenie, realne zdarzenie przyjmuje, mechanicznie porównując z tymi znanymi z książek:
– Pyszny ser! Pyszny ser! Pyszny ser! – woła Kasika i tańczy wokół staruszki, nagle ogarnięta wściekłością. Nie będzie jadła tego świństwa.
Babcia upada.
Dziewczyna patrzy zaintrygowana. Bohaterowie książek mają takie drgawki. A potem nieruchomieją. Na zawsze.
(…)
Ale staruszka żyje.
Panowie w białych kitlach… znowu. Co za monotonia. Szybko poszli na szczęście.

Fabuła, którą jest dla Kasiki życie, okazuje się nieatrakcyjna, blada, niegodna jej zainteresowania. Wypadek babci nie robi na niej wrażenia, ponieważ nie kończy się tragicznie. Kamienica, najbliższa przestrzeń, w której żyje, irytuje ją, wywołuje agresję. Z jednej strony bohaterka chce więc uwolnić się od monotonii miejsca, z drugiej zaś nie potrafi funkcjonować bez pomocy babci wrośniętej w tę przestrzeń. Kiedy jednak jej opiekunka umiera, a Kasika zostaje przez otoczenie nazwana dziweczyną, naprawdę wydaje się, że wreszcie odzyska wolność i stanie się samodzielna. Nowe, symboliczne „imię” jest bardziej dorosłe od poprzedniego. Pierwszy jego człon może być częścią zarówno przymiotnika dziwny, jak i rzeczownika dziwka. Kasika w „nowym” życiu wciąż wikła się w związki z przypadkowymi mężczyznami. Nie potrafi natomiast funkcjonować w codzienności, wykonywać podstawowych czynności: nie pierze, nie sprząta, nie myje się. Dotychczas czynności te wykonywała za nią babcia. Toksyczna zależność spowodowała, że Kasika stała się znikającym cieniem swojej opiekunki.

Ulotność głównej bohaterki powieści doskonale oddają umieszczone w tekście ilustracje Urszuli Boguckiej. Na pierwszej z nich widzimy unoszącą się nad wanną samotną twarz bohaterki, na drugiej odwrócona tyłem Kasika spogląda przez okno, za którym widoczny jest jedynie mur, na trzeciej zaś postać stoi na podwórku, a w tle dostrzegamy drzwi kamienicy, w nich z kolei czarny cień starej kobiety podpierającej się laską. Na ostatniej z ilustracji bohaterka stoi z boku, widoczna jest jej twarz, głowę przechyliła na bok, jej ciało pokrywa przezroczysta plama. Postać rozmywa się, przestaje istnieć.

Don Kichot, uzależniony od fabuły romansowej, nigdy nie uzależnił się od drugiego człowieka, pozostał indywidualny, odrębny. Kasika Mowka natomiast nigdy nie była odrębną osobą, istniała dzięki babci i wraz z babcią zniknęła. Nie została sławną pisarką, nie wydała żadnej ze swoich powieści, nie założyła rodziny. Kasika, nakręcona na korbkę laleczka, kręciła się dopóty, dopóki miał ją kto nakręcać. Pewnego dnia jednak zastygła i rozpadła się na milion kawałków. Powieść niezupełnie tak się kończy, ale przecież mogłaby, bo czytając ją, wciąż odnosimy wrażenie, że tragedia wisi w powietrzu.

katarzyna-nowak-zauje-kilku-rzeczy.html

Nie czuję się pisarką – rozmowa z Katarzyną T. Nowak autorką książki „Moja mama czarownica”


Piotruś Pan też był kobietą – o książce „Kobieta w wynajętych pokojach”



Katarzyna T. Nowak – „Kobieta w wynajętych pokojach”

„Kobieta w wynajętych pokojach” – proza życia i poezja chwili


W poszukiwaniu drogi – Rozmowa z KATARZYNĄ T. NOWAK, autorką książki „Kobieta w wynajętych pokojach”

Agnieszka Szpylma: O przesłoniętym przesłaniu

Moja mama czarownica. Opowieść o Dorocie Terakowskiej, Nowak, Katarzyna Więcej… http://wyborcza.pl/1,75517,2949550.html#ixzz1ZkPbOSAQ

mordercza-miosc-ulana-sodycz-i-miosna.html

art.aspx?id=489956

Gazeta Wyborcza Przemysław Czapliński

Lubimy Czytać.pl

katarzyna-t-nowak-%E2%80%9Ekasika-mowka%E2%80%9D-recenzja

Rzeczpospolita

I fragment:

Recenzje „Kasika Mowka„:

13 sierpnia 2010

Patrycja Pustkowiak

Miłość nienawistna

Kasika Mowka Katarzyny T. Nowak to pełna podskórnego napięcia historia trudnego dzieciństwa i toksycznych relacji rodzinnych. Napisanie skromnych 114 stron zajęło autorce trzy lata. To widać każde słowo w tym tekście ma swój ciężar, dramat jest tu skondensowany. Tytułowa Kasika Mowka to mała outsiderka wychowywana przez babcię. Nie do końca wiadomo, co się stało z jej rodzicami. Jeśli się pojawiają, to tylko w przebłyskach, zza mgły, w taki sposób, w jaki dorosły pamięta wydarzenia ze swojego dzieciństwa. Kasika jest trudnym dzieckiem nieprzeciętnie uzdolnionym i równie nieprzeciętnie oderwanym od świata. Babcia wychowuje ją na wybitną artystkę, konsekwentnie izolując od świata. A dziecko odwdzięcza się babci dziwną mieszanką miłości i nienawiści. Kasika Mowka leży na antypodach sympatycznych opowieści o miłym dzieciństwie. Książka przypomina nieco złowrogą baśń, tyle że role są tu mocno niejednoznaczne dobra staruszka chowa w sobie wiedźmę, urocze dziecko potwora. Wszystko to sprawia, że chwilami opowieść Nowak bywa wstrząsająca. Patrycja Pustkowiak, Kultura Dziennik Gazeta Prawna

I ROZMOWA:

859

Artykuły

Artykuły – książka
Grzegorz Raczek
Podała mi adres mailowy.
– Wyślij pytania!
Ale niektóre pytania wynikają z poprzednich odpowiedzi. Jak mam przewidzieć jak potoczy się rozmowa. Nie chcę wysyłać szablonowego zestawu…
– Może to potrwa dłużej, ale jeśli się zgodzisz będę przesyłał po jednym pytaniu. Ty coś odburkniesz, nawet monosylabą, ja znowu udam mądrego i jakoś poleci. – napisałem – Czasu przecież mamy jak lodu, chyba że właśnie umierasz na jakąś nieuleczalną przypadłość i wkrótce spodziewasz się zejścia…
Nie spodziewała się…
REDnacz: No to powiedz mi kobieto miła, kiedy zaszczycisz nas kolejną książką!? Jestem właśnie po lekturze „Kobiety w wynajętych pokojach” i przyznam bez wazeliny, że ostatnio tak dobrze czytało mi się „Salam” Piotra Kalwasa! Chodzi mi oczywiście o polskiego autora… 
Katarzyna Nowak: Nieee, to chyba nie jest pierwsze pytanie…
Wiem, zacząłem od dupy strony, ale kto powiedział, że to ma być zawsze pytanie zwieńczające!
A czemu akurat od tego? Sorki, ale wielu pisarzy w wieku lat 20 ma już na swoim koncie po kilka pozycji. Może niekoniecznie najwyższych lotów, ale jednak ma.
Ty 20 lat już nie masz (mam nadzieję, że nie obrazisz się na mnie za tę wycieczkę metrykalną) i to dopiero trzecia pozycja. Ja jestem pod wrażeniem i nie zbędziesz mnie pustosłowiem o przedkładaniu jakości nad ilość.
To kiedy następna książka? Nie wiesz? Nic się nie rodzi? Nic nie kiełkuje? 
Kiełkują różne rzeczy, ale je odrzucam. To wciąż nie TO. Chyba jeszcze mam w głowie Kasikę. Zaczęłam pisać po 40-ce. Zabawne, bo dokładnie tak jak moja matka. Po jej śmierci, niejako poprzez tę śmierć, bo zaczęłam od jej biografii i… stracilam etat w gazecie. Popatrz na wydania: I książka w 2005 na rynku, droga – w 2007, trzecia – latem 2010… Nie potrafię od razu wskoczyć do kolejnej historii, ot tak. Muszę ją najpierw poczuć.
Ale czemu zaczęłaś tak późno!?
Pisałam już w podstawówce, w liceum… non stop. Wcześnie nauczyłam się pisać – mialam 5 lat. Ale kiedy zaczęłam pracować jako dziennikarka popelniłam błąd myślowy: uznałam, że ta moja pisanina to nieważne, nikomu niepotrzebne brednie, a dziennikarstwo to poważna sprawa! Zresztą w komunie i tak nie wydałabym nigdzie nic. Nie straciłam lat na pisaniu artykułów, ale szkoda, że uznałam wyższość dziennikarstwa nad pisaniem prozy. Dopiero po napisaniu pierwszej książki zrozumialam, że to jest moja prawdziwa pasja i powołanie, i odkrylam jaką mi to daje niesamowitą adrenalinę. I sytuacja (i moje myślenie) się odwróciła. Nic mi nie daje większej adrenaliny i poweru niż pisanie książki. Najgorzej jest po wydaniu, kiedy następuje cisza i zaczynasz mieć nerwicę: co teraz? czy napiszę kolejna? trzeba się spieszyć… itd. Także masz odpowiedź: w 1990 zaczęłam prace w dziale miejskim lokalnej krakowskiej gazety i uważałam, że to jest mega ważne, zeszyty zapisane opowiadaniami poszły w kąt. Aż do… 2004 roku. Zresztą może miałam jakiś lęk przed pisaniem? Nie wiem. Matka wciąż jednak wierzyła, że w końcu znów zacznę pisać. Była o tym wręcz przekonana…
W wieku lat 20 to ja zaczynalam studiowac w głębokiej komunie i imprezować, nawet nie myślałam o pisaniu.
Poza tym musiał nadejść „mój” czas…
I zaczęłaś właśnie od biografii matki – chyba największej fanki Twojego talentu. To miał być hołd, podziękowanie czy dopełnienie pożegnania? 
Chyba wszystko naraz, ale pisząc nie zastanawiałam się nad tym. Po prostu pisałam. Praktycznie non stop, chyba że już padalam i zasypiałam. Wciągnęło mnie to strasznie, mimo że to nie była proza. To też nie jest typowa biografia jak zrecenzowal Łukasz Maciejewski. Raczej opowieść właśnie, połączenie reportażu z literaturą.
Najpierw pomyślałam, że nie dam rady, że nie pamiętam… ale jak zaczęłam – samo poszło. I tak zamiast rozczulać się nad sobą, żyłam niejako jej życiem. To bylo fascynujące. Pisanie też, działało jak narkotyk. Wiedziałam już, że napiszę kolejną książkę, bo bez pisania nie potrafię normalnie egzystować, czy jakkolwiek to nazwać. Po prostu – pasja!
Podobnie mam z czytaniem. Od młodości strasznie dużo czytałam. Rodzice mieli sporą bibliotekę. a jak wreszcie pojawiły się książki z zachodu, to wpadłam po uszy…
Ale przyznasz, że czytanie i pisanie to dwie różne rzeczy. Tobie przypadł w udziale dar słuchania i opowiadania. Czy nie żałujesz dziś, że nie zaczęłaś wcześniej, że matka nie zobaczyła okładki z Twoim nazwiskiem? 
No właśnie żałuję. Ale skoro zaczęłam od jej biografii…. Ten mój wywód o dziennikarstwie sprzed chwili jest właśnie o tym, że żałuję, że błędnie myślałam…
A że matka nie zobaczyła? No to już bardzo żałuję, ale z deka za późno na żale. Ona i tak wiedziala… czytała te wszystkie moje dziecięce i nastoletnie wypociny i wiedziala…
Popatrzmy jednak na sprawę nieco inaczej – są pisarze, którzy zaczynali późno i myślę, że jednak chodzi o jakość!
Ale Twoja literatura jest właśnie taka lekko rozżalona… Nie zastanawiałaś się poza tym, że żal straconego czasu i próba nadgonienia zdrowo wpłynął na jej jakość? Na to smakowite rozżalenie… 
Rozżalona? Nie przyszłoby mi to do głowy! Czemu tak myslisz? W każdym razie do wszystkiego trzeba dojrzeć, mowiąc banalnie, ale to prawda, więc i ja musiałam i jak widać dobrze się stało. Ale rozżalenia w swoich książkach nie widzę.
Kobiety w Twoich książkach są w jakiś sposób niepełne i samotne. Żal nie bije po oczach, ale podświadomie daje się wyczuć… Niby są w jakiś sposób szczęśliwe ze swojej rzeczywistości, ale jednak… 
Mówisz teraz o ostatnich dwóch książkach. Są i wściekłe i samotne jednocześnie…. Bardziej prawdziwe niż te z Harlequinow. Nie wiem ile stron miałaby moja książka o kobiecie non stop szcześliwej i radosnej? No chyba, że akcja działaby się w psychiatryku. To obrazki jak z reklamy proszku do prania, no wiesz te wiecznie radosne kobiety, szcześliwe że mają lepszy wybielacz do plam…
Myślisz, że trzeba się solidnie wkurwić, żeby przelać to w miarę krwiście na papier? 
To zależy od piszącego, ale myślę, że tak! Bo wtedy to co piszesz, te twoje emocje to całe wkurwienie widać w tekście nawet jeśli piszesz o sielankowym domku z ogródkiem. Emocje pisarza widać choćby między jego słowami. Pod warunkiem, ze jest dobry.
Ja tak miałam przy „Kobiecie w w wynajętych pokojach”. Solidnie się wkurwiałam.
Znaczy się „Kobieta w wynajętych pokojach” to Ty… A co z Kasiką? 
To też ja bo ją napisałam. W tym sensie każda następna książka też będzie mną. Ale jak ktoś czytał „Moją Mamę Czarownicę” to połączy fakty i pomyśli, że Kasika to autobiografia, a to nieprawda. Wzięłam pewne fakty i na nich oparłam fabułę, wiele w niej jednak fikcji literackiej… Zwykle powtarzam, że w każdej martwej naturze kryje się aytoportret.
Wbijasz się w mało popularne tematy. Parytety na ustach, a w domach pierwotny patriarchat, dulszczyzna i hipokryzja – tak wygląda w większości nasze społeczeństwo. Przez to Twoje książki raczej nie trafią na wszystkie salony. Czujesz się jak kronikarz szczerej mniejszości? 
Kronikarz? Nie! Ale właśnie to, co napisałeś strasznie mnie wkurza. A ja na salony nie piszę. Nie zależy mi na tym. Chciałabym mieć jak najwięcej Czytelników, to normalne, ale hipokrytom chyba moje książki się nie spodobają, a Dulskim już na pewno nie. Popularne… nie wiem co jest popularne. Pewnie to, co nie drażni i nie każe myśleć, nie otwiera oczu, nie zadaje pytań, nie drażni i pozwala życ w błogim, lepkim uśpieniu. Ja wolę budzić niż usypiać!
No przepraszam! Do mojego salonu trafiłaś – czy on gorszy!?
A skąd motyw księdza? Przerobiony własnoręcznie (wyszło nieco dwuznacznie), koleżankę, kolegę, sąsiadkę z piętra niżej… A może jakaś uraza do instytucji, która znalazła odbicie na kartach książki?
Ja jestem pod tym względem bezpartyjny, a jak tam u Ciebie? 
Ja też. Nie uznaję Kościoła.
Motyw księdza, oczywiście z życia wziety! Ale mojego nie cudzego – nie ma sensu tego ukrywać.
A czy uważasz, że dla pisarza nie ma świętości, są tylko tematy odpowiednio podane? 
Tak, uważam że literatura powinna przekraczać granice lub… ich nie mieć!
Najgorzej jest jednak samego siebie cenzurować, lepiej iść na całość. Ale też nie taką dosłowną, trzeba zostawić nieco miejsca na wyobraźnię. Książka ma zadawać (czy budzić) pytania, a nie podawać tylko gotowe odpowiedzi.
A czy są tematy, których – choć nie uznajesz tabu – jednak nawet patykiem nie ruszysz? 
Wspomniana już sielanka jak z reklamy proszku do prania. Powiedzmy, że ktoś ma piekło w domu ale dla sąsiadow i krewnych udaje, że jest idealnie. Więc tego nie ruszę – w sensie tej zewnętrzności, tej idealności … bo to koszmarnie nudne. Pełno takich scenariuszy poniewiera się w zamkniętych domach.
Idealne pary? To bzdura totalna bo nie ma czegoś takiego. To fikcja, matrix. Jeśli jest dobrze, to o tym nie trzeba mówić głośno, bo zwyczajnie nie trzeba!
A co z polityką? Jesteśmy wszak narodem domowych – politycznych specjalistów i przedtelewizorowych – salonowych wyjadaczy… 
Polityką się nie zajmuję. Brzydzi mnie! Nie utożsamiam się ani z lewicą, ani prawicą, ale jeśli miałabym się określić, to jestem lewakiem.
Romawiał: Grzegorz REDnacz Raczek
Foto: Beata Wielgosz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: