RODZINA: siostra, tata, szwagier, bratanek

100_0702Tata Andrzej, muzyk jazzowy, kompozytor m.in. słynnego hymnu Piwnicy Pod Baranami „Niebieska Patelnia” i piosenki Piotra Szczepanika ” Chciałbym kiedyś”.733861_157823551048422_914183160_n

100_0736Siostra Małgośka  i szwagier Mateusz M i M 

i mój bratanekphoto

i koty:

1

426545_589728367721163_407384200_nto jest zdjęcie z 1984 roku, na nim: mama (pierwsza z lewej), ja (pierwsza z prawej), tata Maciek z psem Kusym

ROZMOWA MOJA Z SIOSTRĄ (Twój Styl):

Normal
0

21

false
false
false

PL
X-NONE
X-NONE

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-priority:99;
mso-style-qformat:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:11.0pt;
font-family:”Calibri”,”sans-serif”;
mso-ascii-font-family:Calibri;
mso-ascii-theme-font:minor-latin;
mso-fareast-font-family:”Times New Roman”;
mso-fareast-theme-font:minor-fareast;
mso-hansi-font-family:Calibri;
mso-hansi-theme-font:minor-latin;
mso-bidi-font-family:”Times New Roman”;
mso-bidi-theme-font:minor-bidi;}


Zwykła chwila

Nasz dom rodzinny, który dawał nam poczucie siły i bezpieczeństwa, w niecałe pół roku przestał istnieć.To była rodzina, w której liczyli  się  ludzie, a nie meble  i nie to, co „inni powiedzą”. Nieraz dochodziło do afer, ale mieliśmy świadomość, że  możemy wzajemnie na siebie liczyć. Małgosia, która zawodowo poszła w ślady ojca miała z nim głębszy kontakt, mnie bliższa była mama. Do niej zwracałam się, gdy przydarzyło mi się coś fajnego. Lub złego. Nie mieszkałyśmy razem, ale dzwoniłyśmy do siebie po kilka razy dziennie, razem chodziłyśmy na zakupy, do kina, teatru, na długie spacery z psem… Podobna relacja łączyła moją siostrę z ojcem.  Po ich śmierci czułyśmy się jak dzieci, które nie wiedzą, dokąd pójść. Małgośka dorosła wcześniej, bo sama stała się matką. U mnie ten proces jeszcze trwa.

Katarzyna T. Nowak: Kiedy powiedziałaś , że zamierzasz nakręcić film oparty na wydarzeniach które nam się przytrafiły, byłam przerażona. Pomyślałam, że nie dasz rady podejść do tego czysto zawodowo, nie zachowasz dystansu i film będzie niedobry.

Małgorzata Szumowska: Cały czas – i w czasie choroby matki i po śmierci rodziców – robiłam notatki. Krótkie, niekiedy jednozdaniowe zapisy tego, co mnie zaskakiwało zarówno w sobie jak i w reakcjach moich znajomych. Nie miałam wtedy pojęcia, że będę robiła film. Zapisywałam nie tyle własne emocje, ile dziwne zachowania ludzi. Kiedyś zobaczyłam na ulicy dawno nie widzianego znajomego, a on przeszedł na druga stronę. Ludzie kompletnie nie wiedzieli jak się zachować w mojej obecności. Choroba, śmierć, cierpienie jest wyrzucane na margines, nie chcemy o tym słyszeć. Gdy po roku od śmierci rodziców spotkałam znajomego Anglika, krytyka filmowego po kilku minutach przyznał się, że bał się tego spotkania, bo wydawało mu się, że mogłam zwariować….

KTN:Miałam w Krakowie swoją ulubioną knajpę.Kiedy przyszłam tam  po dwóch pogrzebach, na kilka sekund zapanowała grobowa cisza, po czym wszyscy zaczęli radośnie wołać: „Cześć! Siadaj!”. Tylko, że kiedy usiadłam,  zrobiło się sztywno. Zwykłe: „co słychać?” było nie na miejscu. Zaczęłam unikać znajomych, bo czuli się ze mnąźle.

MS:W tym czasie chciałam normalności. Siedziałam w szpitalu przy łóżku matki i rozmyślałam co sobie kupię, jakie spodnie, o jakim kroju, w jakim kolorze… Absurd. Nigdy do głowy by mi nie przyszło, że w obliczu śmierci będę rozmyślała o spodniach!

KTN:  Ja myślałam o tym, co będę robiła wieczorem albo po prostu chciałam jak najszybciej wyjść. Nie kojarzyłam osoby leżącej w łóżku z moją matką. To była ona i nie ona jednocześnie.

MS: Właśnie takie sytuacje i reakcje zapisywałam. Twoje też. Kiedy byłam w ciąży ciąży trafiłam na te zapiski. Zrozumiałam, że moje poprzednie filmy pokazywały śmierć patetycznie, poetycko i nieprawdziwie. Jak mogło być inaczej, skoro nie wiedziałam nic na ten temat? Już  pracując nad scenariuszem, przeczytałam dzienniki Ingmara Bergmana i jego córki, w których opisywał, jak umierała mu żona. Jego reakcje były niemal identyczne jak nasze. Bergman  potrafił tygodniami nie chodzić do szpitala, a córce, tak jak tobie, wydawało się, że to nie jej matka umiera. Więc mój film jest zaskakujący – ale tylko dla tych, którzy nie przeżyli takiej sytuacji.

KTN:  Próbowałam opisać,  jak dziwacznie się czułam, w powieści „Kobieta w wynajętych pokojach”, chaotycznej, nerwowej, chwilami tragikomicznej. Nie potrafiłam zrozumieć, że gdy dotknie cię jakaś tragedia, wokół ciebie robi się pustka!

MS: Pamiętasz, jak umarł nasz sąsiad na mazurskiej wsi? Przez trzy dni czuwali przy zwłokach krewni, którzy zjechali z całego świata, znajomi, sąsiedzi, zawodowe płaczki. Trzymali zwłoki w domu i zachwycali się, że się nie rozkładają. A konkretnie mówili: „tatuś dobrze stoi” i byli bardzo dumni.

KTN: Wdowa nie została sama, powoli oswajała się z nową sytuacją.W miejskiej kulturze, ktoś, kto traci bliską osobę, traktowany jest jak trędowaty.

MS: Dlatego nie chciałam zrobić filmu autobiograficznego.Przekraczać granice intymności? Po co?  Nie chciałam, by ludzie nerwowo pytali : jak to, zrobiłaś film o śmierci własnych rodziców? Pisząc scenariusz wprowadziłam  mnóstwo fikcyjnych wydarzeń. Dzięki temu nie miałam wrażenia, że opowiadam o sobie. Czułam się silna, doskonale wiedziałam, czego chcę. Na planie filmu Julia Jentsch miała problem z tym moim zdecydowaniem, bo koniecznie chciała zrozumieć to, czego zrozumieć nie mogła: na przykład, dlaczego siostry dostają ataku śmiechu, gdy  każda boi się zdjąć umierającej matce zsuwające się z nosa okulary. W pojęciu Julii one powinny płakać, nie chichotać. Julia czuła chaos i była pogubiona wewnętrznie, i to właśnie zagrała… Bałam się, jak zareaguje gdy pokażę jej film. Powiedziała, że przyjechała jako dziewica, a wyjeżdża jako osoba zgwałcona psychicznie. Ale film jej się podobał.

KNT: Julia musiała się przełamywać, by pokazać coś czego nie zrozumiała.  Iza Kuna, która w filmie gra siostrę, powiedziała mi, że strasznie się boi, bo jeszcze nigdy nie wcielała się w kogoś, kto istnieje i kogo ona zna.

M.S: Filmowa siostra miała być tak jak ty nieco szalona, chaotyczna, mówić coś nagle ni przypiął ni przyłatał, wbiegać, wybiegać. Stąd Kuna chciała podpatrzyć twoje zachowanie, pobyć z tobą parę dni, przeczytała twoją książkę „Moja mama czarownica”. Inni aktorzy też się zaangażowali, chcieli zobaczyć filmy dokumentalne o naszych rodzicach, zdjęcia. Chwilami przestawali trzymać się scenariusza. Kiedy kręciliśmy scenę totalnej balangi po pogrzebie ojca – nota bene prawdziwą – to aktorzy pili alkohol, a nie wodę i tańczyli do muzyki (a nie w ciszy jak to się robi w polskich filmach, gdzie muzykę podkłada sięźniej). Mieli być pijani, a nie udawać pijanych. gdyby po prostu odegrali tę scenę, wyszłoby nieprawdziwie.

. KTN: Na planie, zwłaszcza w szpitalu, odkryłam, że pamiętam każdy najdrobniejszy szczegół.  Małgośka Hajewska prosi filmowe córki o nową piżamę, a ja się wtrącam i mówię, że to nieprawda, bo mama wolała koszule nocne. 

MS:  Aktorzy  po paru dniach poprosili, żebyś poszła do domu. Bo tobie pomyliła się fikcja  z rzeczywistośc. Przychodziłaś i krzyczałaś: „ to nie było tak!”.  A wcale nie miało być tak jak było, bo tak się nie robi filmów!

KTN: W Polsce i tak większość widzów odbierze ten film dosłownie, jak dokument, a nie fabułę.

MS: A to jest fabuła. Tyle, że garściami czerpię w niej z własnego doświadczenia, dzielę się osobistym odkryciem.  Po raz pierwszy zastosowałam metodę pracy z aktorami podpatrzoną u Krystiana Lupy.Dużo mu zawdzięczam, o czym on pewnie nie wie, bo przez dwa tygodnie uczestniczyłam w próbach do jego „Mistrza i Małgorzaty”. Lupa  sam pokazuje aktorom, jak mają zagrać, sprawia, że  udziela się im konkretna atmosfera. Robiłam podobnie. Jak miała być kręcona scena erotyczna, to wprowadzałam erotyczny klimat poprzez muzykę czy luźne rozmowy o seksie. 

KTN: Pamiętam, że zagraniczni aktorzy nie chcieli się rozebrać, bo nie było to ustalone z ich agentami.

MS: Julia w końcu powiedziała,  że nie ma sprawy, ale Peter Gantzler oznajmił, że to wykluczone. Po półgodzinnej dyskusji Julia stwierdziła że w takim razie ona też  się nie rozbierze. Wkurzyłam się i razem z moim asystentem wymyśliłam scenę pozbawioną golizny, ale za to ostrzejszą erotycznie. Wracamy do aktorów i tłumiąc śmiech mówimy im tak: zostajecie w ubraniach, ty siadasz na krześle, ty na nim okrakiem, bierzesz jego rękę i zaczynasz się masturbować, rozpinasz mu rozporek, wkładasz sobie jego palec do buzi, itd….a oni słuchali w kamiennym milczeniu, kiwając głowami i w końcu kompletnie przerażony Peter mówi: „To ja już wolę się rozebrać”.

KTN: A potem film był gotowy. Bałam się go obejrzeć. Zaopatrzyłam się w tony chusteczek. Zamknęłaś mnie w pokoju, włączyłaś odtwarzacz, obejrzałam „33 sceny z życia”, wyszłam i powiedziałam: „Chryste, nie wyobrażam sobie siebie na miejscu ludzi, którzy naprawdę to przeżyli. Ja bym zwariowała!”.  I w tym samym momencie uświadomiłam sobie, co mówię.

MS: Patrzyłaś jak na cudzą historię.O to chodziło.

KTN: Dużo ludzi uważa, że ten film to terapia. Sposób, by poradzić  sobie z żałobą.

MS:To bzdura. Ten film może być terapią dla widza, nie dla mnie.

KTN: Wiem. Mam listy od czytelników, którzy piszą, że moja książka o mamie pomogła im oswoićśmierć. Mnie nie pomogła.  Więź z matką przez ostatnie dziesięć lat była za silna, a przyjaźń z nią– za krótka. Teraz szukam w ludziach tego, co ona mi dawała.  Brakuje mi rozmów z nią. Magda Umer zauważyła, że  trudno będzie mi zbudować podobną bliskość z kimś innym. Przeczytałam gdzieś, że kiedy umiera ci matka, musisz pożegnać się nie tylko z nią, lecz także z osobą, którą byłaś. Więc ja ciągle jestem „ w budowie”,  jak mówią programiści i uczę się siebie.

MS: Można przejść przez największe piekło i dalej funkcjonować.

KTN:Masz rację. Ale czasem  dopada mnie, jak bohaterkę „Kobiety”   lęk, że  może  wydarzyć się coś niedobrego. Najlepiej określiła to Joan Didion:, autorka ksiązki „Rok magicznego myślenia”. Napisała: „Zycie zmienia się szybko .Życie zmienia się w jednej chwili. Siadasz do kolacji i życie, jakie znasz, się kończy. Zwykła chwila.”

MS: Mnie też dopadają lęki. Rodzaj natręctw. To naturalne i raczej nie minie. Nota bene postanowiłam wykorzystać ten cytat jako motto filmu.

 KTN: Te zdania choć brutalne, są jak drogowskaz. Przedtem uważałam, że nieprzewidywalność jest w życiu najciekawsza, kochałam zmiany. Ale nie brałam pod uwagę zmian na gorsze, a śmierć istniała dla mnie wyłącznie na papierze. Po takim doświadczeniu nieprzewidywalność kojarzy mi się raczej z utratą gruntu pod nogami. Może dlatego, że dom rodzinny był dla mnie ochroną przed światem. Czy może być w tym coś pozytywnego? Może to, że gdy„życie zmienia się w jednej chwili” , zmieniają  się też priorytety.  Wiesz, ze musisz być silna, bo tak naprawdę w życiu można liczyć głównie na siebie.Wiesz, czego chcesz, bo masz świadomość, że nie jesteś nimiertelna. A czasu jest niewiele.

 

Maciek z psem Kusym a psa głaszcze Małgośka;-)


2 responses to “RODZINA: siostra, tata, szwagier, bratanek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: