Tag Archives: babcia

Wznawiam „Babcię”, żebyście nie zapomnieli i bym ja nie zapomniała

Sierpień, 18
Tak dalej być nie może. Rzodkiewka nie zaspokaja moich potrzeb. Jadę do babci! Ponieważ mam w domu ogród zoologiczny pełen roztoczy, wytarzałam w kurzu spódnicę, bluzkę, założyłam  na głowę brudną chustkę i pojechałam do babci. Niech zobaczy, jaka jestem bidna! W tramwaju dziwnie na mnie patrzyli, ale na szczęście nikt nie sprawdzał, czy mam bilet.  Babcia mieszka na 9 piętrze w bloku. Wsiadłam do windy, udało się wysiąść (bo ona wciąż się zacina) i zapukałam do sąsiadki. Tej babcinej.  Otworzyła po trzecim dzwonku i gapieniu się w wizjer.
–  Jestem wnuczką pani Ali, no wie pani, mieszkacie na tym samym piętrze. Czy może mi  pani dać choć te oliwki, co to babcia kazała dać na przechowanie?
– Jaka wnuczka? Pani Ala córki nawet nie ma, a co dopiero wnuczkę! Spadaj dziadówo jedna!  Już ja znam takie „wnuczki”! – trzasnęła drzwiami.  Babcia tez tkwiła przy wizjerze, bo widziałam jej oko. Nie, to nie!, wkurzyłam się.  Wsiadłam do windy, nacisnęłam przycisk „ parter” i natychmiast zacięłam się miedzy 8 i  9 piętrem. Roztocza mnie atakowały, a na poziomie piętra babci miałam tylko oczy. I co zobaczyłam? Jak obie panie wynoszą na klatkę wypasione fotele, stolik, flaszki, paczki papierosów, karty do gry w pokerka i  jakieś miski pełne sałatek. Nie mówiąc o gotówce!
Nacisnęłam czerwony przycisk pt „alarm”, ale nic się nie stało.. Dalej tkwiłam w windzie, kichając jak szalona. Obie panie zaśmiewały się do łez (nie wiem z czego!) i pociągały z gwinta.  Chyba w końcu mnie zauważyły, bo po dwóch godzinach przyjechało pogotowie techniczne i wyciągnęło mnie z windy.
Staruszki grały w pokerka na całego. Podeszłam do nich,  mdląc prawie z pożerających mnie roztoczy oraz klaustrofobii .
– Dajcie choć coś do przebrania – wymamrotałam.
Babcina sąsiadka westchnęła ciężko, ale wyniosła z mieszkania kwiecistą podomkę.  Chyba jeszcze bardziej zakurzoną niż mój strój.
– Gdzie mogę się przebrać? – spytałam.
– Tutaj – zarechotała – w naszym klubie.
Zacisnęłam zęby i postąpiłam zgodnie z instrukcją. Staruszki  dostały kolejnego ataku śmiechu.
– Babciu, a może choć trochę tej sałatki byś dała?
– yhmfryugotrf – odpowiedziała.
– a ta podomka to stówka – oznajmiła jej sąsiadka.
Szybko porwałam garść sałaty i uciekłam.. Po schodach.
Ta podomka jest straszna.

Sierpień, 19
Dziś na moją skrzynkę meilową przyszło nowe ogłoszenie z portalu „praca dla dziennikarzy” pt „pracownik serwisu działu ogumienie”.   Brzmi intrygująco, ale chyba muszę zmienić swoje CV.
Może jak napiszę, że pracowałam jako kucharka i pani na zmywaku (zamiast jakaś tam dziennikarka i pisarka) to nagle dostanę ofertę na stanowisko szefowej w jednym z największych i najlepiej sprzedających się miesięczników w Polsce?  Tylko dlaczego w ofertach do pracy na zmywaku żądają CV?  A jeśli już, to czy pozwolą  mi myć gary w rękawicach ze względu na moje delikatne dłonie, wrażliwość i uduchowienie?  Poradziłam się znajomego. Odpisał, co następuje:
„Obawiam się, że jak zaczniesz pisać, że jesteś kucharką, może to zostać źle zrozumiane. To już lepiej pisać, że jest się specjalistą serwisu ogumienia. Nie. Też nie dobrze. To może: nic nie umiem, ale szybko się uczę (z zaznaczeniem, że zmywam tylko w gumowych rękawiczkach). Nie, no też źle. Cholera, ciężko pisze się CV.”.
Spytam babcię, ona się zna na wszystkim.  Na pewno mi podyktuje.  Byle nie w pięciu obcych językach, które zna , bo języki w tej pracy są  niemile widziane.  Chociaż…?   Mycie garów po niemiecku, po angielsku, po francusku? Muszę to stanowczo przemyśleć.  Babcia zna jeszcze włoski i tzw. język migowy. Myślę, że właśnie ten ostatni będzie  największym atutem w moim nowym CV.
No to poszłam . O, dziwo nie zacięłam się w windzie a drzwi do babcinego mieszkania były otwarte. Siedziała w ogromnym fotelu przed telewizorem, popijała piwo i paliła papierosa.  Jak zwykle.
– Babciu, doradź mi, co napisać w Cv by dostać pracę? – spytałam, klękając u jej nóg.
– Po włosku? Francusku? W esperanto?
– Babciu! To ty mówisz???
– yhahahajahahu – odpowiedziała, sięgając po fajkę wodną.
Zatkało mnie. Zanim zdążyłam zripostować, wkroczyła sąsiadka w dresie od Gucciego  i w lokówkach na głowie.
–  To termoloki, muszę się spieszyć – wydyszała – bo się spalą!   Pociągnę z faji i spadam!
– Uff, dobre zioło –  wypuściła dyma – A ta żebraczka znów tutaj?  Może dajmy jej kawałek pora?
– Litość nie zna granic – zgodziła się babcia .

 


Oto pierwszy rysunek do „Babci”

Wrzucałam tu fragmenty groteskowego dziennika, który piszę, pod roboczym tytułem „Babcia”.

Oczywiście docelowy tytuł będzie zupełnie inny.

Rysunek autorstwa Piotra Olszówki:

(do odcinka świątecznego:-)

Jest na blogu z datą 11 listopada bodajże.


Drzewo a potem..?

Jak byłam mała miałam jakąś obsesję. Babcia robiła mi kanapkę z serem a ja w miarę jak znikała z talerzyka w kółko wypytywałam, co się z nią dzieje. Babcia tłumaczyła mi że jest we mnie, potem w rzece, potem w trawie, potem rośnie drzewo…

Nie rozśmieszało mnie to w dzieciństwie, ale nie miałam na myśli ludzi. Dziś to rozumiem.  Ta moja Babcia była mądra. Nie ta z opowieści, tylko moja, prawdziwa.  Wyjaśniła w kilku prostych słowach.

A ja się martwiłam (dziwiłam) kanapką! Jest, leży, taka piękna, a potem ? Znika. Zostaje talerzyk.  Męczyłam więc w kółko babcię: no ale co się stało, poza tym że ją zjadłam? Za chwile pojawi się nowa! To jak to jest?

Powiedziała tylko: drzewo zapuszcza korzenie. Taki jest cykl. Nic nie ginie.

Prosto. Krótko. Prawdziwie.

 


%d blogerów lubi to: