Tag Archives: Berlinale

Gala Teddy Awards 2013

http://videos.arte.tv/fr/videos/teddy-awards-2013–7325672.html

Reklamy

Dobrze prawi

Mądra ta moja siostra:-) Pewne poglądy mamy identyczne.

1

Mój film to refleksja, w jakim miejscu znajduje się Kościół

– Chcę pokazać prawo każdego człowieka do miłości, chcę też sprawić tym filmem, by ludzie nie oceniali innych z taką łatwością, by nie przypinali im łatek – mówi w rozmowie z tvn24.pl Małgorzata Szumowska, której najnowszy film „W imię…” prezentowany jest w konkursie głównym na trwającym festiwalu w Berlinie.

tvn24.pl: Jesteś już po premierowej projekcji filmu na Berlinale i po spotkaniu z festiwalową publicznością. Jakie wrażenia?

Małgorzata Szumowska: Przyjęcie filmu było bardzo ciepłe, mieliśmy długie brawa, pojawiło się dużo dobrych recenzji. No i przede wszystkim film został sprzedany do Niemiec, Francji, Anglii, Izraela, Belgii, Turcji, Hiszpanii. Trwają też właśnie rozmowy z Amerykanami. To naprawdę sukces, jest bardzo duże zainteresowanie moim filmem.

Berlin Cię lubi. Dwukrotnie już wcześniej prezentowałaś tu swoje filmy w sekcji „Panorama”. Jak myślisz, za co najbardziej Cię cenią? To najbardziej upolityczniony europejski festiwal, nie robisz takiego kina.

Myślę, że lubią mnie przede wszystkim za tematy, o jakich opowiadam, zawsze są to historie w jakimś sensie o wykluczeniu. Lubią też chyba to, jak pracuję z aktorami. Podobają się tu ich role. Widziałam jakie wrażenie zrobiła rola Andrzeja Chyry, grającego głównego bohatera.

Pytano po pokazie, dlaczego właśnie taki temat – katolicki ksiądz o homoseksualnych preferencjach i jego dramat? Boję się, że w Polsce nie uciekniesz już z szuflady z napisem „skandalistka”, życzliwi mówią „kontrowersyjna”.

W Polsce już dawno włożono mnie w taką szufladę, lubimy sobie wszystko nazwać i poukładać, tak żeby było wygodnie. Mój film jest delikatny, widzowie będą zaskoczeni, i myślę, że nikt, kto go zobaczy, nie będzie mógł użyć słowa „skandal”. Ono zwyczajnie nie pasuje do tego filmu. Łatwo było w przypadku tego tematu zrobić film szokujący, brutalny, ale mój taki nie jest.

Od początku mówisz, że nie ma w nim żadnej prowokacji. Co chciałabyś więc, by widzowie przede wszystkim w nim dostrzegli?

Chcę pokazać prawo każdego człowieka do miłości, chcę też sprawić tym filmem, by ludzie nie oceniali innych z taką łatwością, by nie przypinali łatek. „W imię…” to także refleksja nad tym, w jakim miejscu znajduje się teraz Kościół. Ale bez jakiejkolwiek próby oceniania, czy choćby dawania odpowiedzi. To byłoby za proste.

Masz na koncie udział w wielu zagranicznych imprezach. Gdybyś miała porównać czym różni się odbiór Twoich filmów w kraju i za granicą?

Tutaj, na zagranicznym festiwalu, ten odbiór jest niezwykle spontaniczny. Pewnie dlatego, że nikt mnie nie zna. Festiwalowa publiczność reaguje żywiołowo, jestem oceniana wyłącznie za film, a nie, jak w kraju, za nazwisko.

Co poza prestiżem daje reżyserowi udział w dużym, międzynarodowym festiwalu? Wiem, że u nas nie przekłada się to chociażby na liczbę widzów w kinie.

Pojawienie się w wąskim gronie reżyserów konkursowych daje ci pewien stempel jakości. Z kolei fakt, że twój film sprzedał się do dystrybucji w wielu krajach tylko ten fakt podsyca. Myślę, że mój kolejny film ma również dzięki temu, że teraz tutaj jestem, szanse zaistnieć międzynarodowo.

Rozmawiała: Justyna Kobus

Autor: //bgr / Źródło: tvn24.pl
I jeszcze tu:
„Polska jest krajem, w którym wciąż większość rzeczy mamy nieprzepracowanych. Dlatego ta rozmowa jest tak trudna. Wokół każdego tematu buduje się niezdrową atmosferę. Nie ma płaszczyzny do normalnej dyskusji. Obrzucamy się inwektywami, mowa nienawiści istnieje nie tylko w polityce, także między ludźmi. Feminizm? I od razu są bluzgi, ludzie są albo skrajnie przeciwko, albo skrajnie za. Związki partnerskie – afera, aborcja – afera… Podział jest czarno-biały. Wszystko jest plakatowe, afiszowe. Fajnie byłoby, gdyby rozmowa o moim filmie przebiegała na poziomie ludzkim. Porozmawiajmy o dramacie mężczyzny uwikłanego we własną wiarę, w poczucie, że nie ma prawa do miłości, bo ta naznaczona jest grzechem. Ksiądz głosi ideę miłości zbudowaną na kanonie wartości chrześ- cijańskich, a w oczach Kościoła jego miłość jest traktowana jako „chora” i godząca w „naturalną ekologię człowieka”. Wartościowanie, która miłość jest dobra, a która nie, to nonsens. Ja nie zrobiłam filmu o Kościele. Ja zrobiłam film o człowieku, który jest uwikłany w jakąś hierarchię.

Każdy jest uwikłany w jakąś hierarchię.

Tak. Ktoś jest uwikłany w to, że nie może się rozwieść, ktoś w to, że nie może zmieniać partnerów, ktoś inny ma problem, że czuje pociąg do osoby tej samej płci. Ale to nie powinien być problem. Francja jest liberalnym krajem. Gdy powstaje film o lesbijkach, nikt nie rozmawia o tym, że chodzi o homoerotyzm, tylko o tym, co się dzieje między bohaterkami. U nas jest podstawowy poziom rozmowy, film, w którym bohaterem jest ksiądz, jest z założenia kontrowersyjny. I tyle.”

%d blogerów lubi to: