Tag Archives: bezsennosć

Listopad…

…zaczął się wyjątkowo niemiło i dziwnie w tym roku. Do tego znów to śpię, to kompletnie nie mogę zasnąć, zupełnie nie wiem czemu. Tabletki na sen mam te same, może przestały działać? Może to nerwy, bo jesteśmy w trakcie negocjacji a propos filmu na podstawie „Kasiki Mowki” a może to zupełnie coś innego. Ja się nie skarżę, ale pamiętam swoje nocne wpisy z poprzedniego bloga i czuje jakbym przechodziła deja vieux. A może jestem niedotleniona, bo od powrotu z Gdyni i Zaduszek prawie nie wychodziłam, przemarznięta do  kości? Same „może”…..Nie podoba mi się to.

A  z innej beczki nie znoszę pisać konspektów, już ze cztery razy poprawiam streszczenie mojej nowej książki tak by było czytelne. A jak tu napisać streszczenie czegoś, o czym nie wiadomo jeszcze, w jaką stronę się potoczy? Pomysł jest, zarys także, wypunktować nie potrafię. Mogę popisać jakieś fanaberie, ale mam kłamać? Czasem koncepcja zmienia mi się w połowie pisania i to na ogół na lepsze, przynajmniej moim zdaniem.  Mam wrażenie, że mam napisać wypracowanie pod dyktando, choć oczywiście rozumiem, że potencjalny wydawca musi wiedzieć, czy warto zaryzykować i zainwestować w moją nową powieść. Z drugiej strony to wygląda tak, jakbym dotąd napisała same gnioty. Romansu i kryminału nie napiszę, bo nie umiem, a te ponoć są najbardziej „chodliwe” i pożądane.  Najwyżej zacznę pisać i to natychmiast bez umowy. Może przez brak pisania i pracy te kłopoty ze snem? A cholera wie!

Tylko Truman śpi kiedy chce;-)

Choć i on wstaje, kiedy ja po raz enty wstaje z łóżka . Wytrzymały z niego kot 🙂


Ambiwalencja

Dziwne. Chce mi się spać i jednocześnie nie chce mi się. Mam ochotę zacząć pisać artykuł, ale w połowie mi się odechciewa. Mam chęć, by posprzątać, ale przecież to bez sensu bo po pierwsze jest już niemal druga w nocy ( to akurat nie przeszkadza) a po drugie nie ma czego sprzątać.  ewentualnie mogłabym okna umyć po ciemku 🙂

Kot też wariuje. Idzie za mną do łóżka, ale wyłazi kiedy i ja wstaję. Gaszę światła, kładę się, wstaję, zapalam i znów siadam do komputera, mimo że już ledwo widzę na oczy. Kot domaga się, by wypuścić go do ogrodu.

Czuję się senna i energiczna jednocześnie.

Mam ochotę na rozmowę, ale nie wiem z kim ani o czym.

Właśnie ugotowałam makaron z kurkami, którego i tak teraz nie zjem, bo nie jestem głodna.

Powieści nie będę pisała, bo piszę ją w laptopie, a nie w stacjonarnym, przy którym właśnie siedzę.

A nie chce mi się siedzieć teraz z laptopem.

Czy to nie idiotyczne? W każdym razie uciążliwe.

Oczywiście palę papierosa.  Piję herbatę. Kot  szturcha mnie łapą. Też nie wie, czego chce tej nocy.


Zazdroszczę niedźwiedziom

Strasznie szybko ten czas leci. Nie chce mi się spać (skoro wstałam o 15.30 i wypiłam 4 kawy). Może mam zaburzony rytm bo człowiek chyba powinien spać 12 godzin i działać kolejne 12 godzin? Tyle ile ma doba? Nie wiem. Może po prostu powinien być wyspany i tyle a to ile śpi i o której wstaje czy się kładzie nie ma znaczenia, byleby nie zawalał pracy jeśli takowa posiada i dobrze się czuł. Ja się dobrze czuję, ale chciałabym wstawać np o 11 i za cholerę mi się to nie udaje. Wcześniej nie, po co? Może o 10, to też dobra godzina. Byle nie 8 albo 7 jak ludzie pędzą do pracy i sklepy jeszcze pozamykane. Kiedy byłam w liceum, to zimą mama budziła mnie o 7 do szkoły. Podnosiłam się na łóżko, za oknem było szarawo i natychmiast zaczynałam płakać. Raz czy dwa pojechałam autobusem a w nim prawie wszyscy spali. W końcu mam załatwiła mi zwolnienie ( 0 tej porze zwykle mieliśmy wf) od lekarza i nie musiałam już tego znosić. Wspominam to jako straszliwą katorgę, podobnie jak szkołę w ogóle. Nienawidziłam jej od pierwszej klasy podstawówki. Nie znosiłam nawet lekcji polskiego bo nudziły mnie lektury i pod ławką czytałam inne książki. W liceum miałam najwięcej negatywnych ocen z matematyki w całej szkole bo nawet nie udawałam, że się uczę. Uważałam, że jest mi to do niczego potrzebne. Pewnie był to błąd, ale nie miałam szczęścia trafić na ciekawych nauczycieli i każdą minutę spędzoną w szkole traktowałam jako nieznośny niepotrzebny przymus. Przynajmniej z nudów przeczytałam mnóstwo książek, które ukrywałam pod ławką. Z lekcji biologii zafascynowała mnie tylko historia pantofelka, geografia sprawiła że mama musiała codziennie przysięgać że w Polsce na pewno nie ma wulkanów, z rosyjskiego nie znam ani jednego słowa, a na historii walczyłam ze snem (często wraz z nauczycielką). Lubiłam wyłącznie lekcje angielskiego. Odżyłam dopiero na studiach. Za nic w świecie nie cofnęłabym się do czasów liceum, w których najciekawsze były tylko przerwy między lekcjami i wagary. Pewnie dlatego nigdy nie pracowałam “od do” i kompletnie sobie tego nie wyobrażam. Na szczęście w mojej pracy nikogo nie obchodzi o której kładę się spać i wstaję. Dostaję deadline i tyle. A jednak marzy mi się wstawanie o 11….Po raz kolejny przyrzekam sobie, że się zmuszę. Kupię ten cholerny budzik i będę łaziła ulicami przynajmniej dwie godziny. Zazdroszczę niedźwiedziom i ich norom. Tylko zimą oczywiście bo nie chciałabym, by na mnie polowano dla zabawy albo tylko po to żeby ułożyć sobie moje futro przed kominkiem. Na mnie też polują w pewnym sensie, chcą mnie na np. siłę ubezpieczać, dręczą telefonami przedstawiając rożne oferty i strasząc stwardnieniem rozsianym lub rakiem. Potem dzwoni pan/i z banku, że przekroczyłam debet i mam go zaraz uzupełnić. Potem pan/i z sieci komórkowej że zalegam z rachunkiem. Potem ktoś z elektrowni daje mi tydzień na wpłatę pieniędzy grożąc zdjęciem licznika. Wszystkie rozmowy są z jakichś przyczyn nagrywane.

I nic tu nie jest całkiem na serio, jak to u mnie:-)


%d bloggers like this: