Tag Archives: dieta Dukana

Szpinak zieloniutki na jesienne smutki

Coś chandra mnie dopadła, więc postanowiliśmy tym razem zjeść coś absolutnie tuczącego i polskiego, mianowicie kotlety mielone z ziemniakami i szpinakiem (nie było mrożonych buraczków).  Mielone nie są do końca polskie, bo to przepis zmodyfikowany, mianowicie: do zmielonej cielęciny dodaje się dwie namoczone w mleku bułki, dużo zielonej natki, dymkę, troszeczkę tartej bułki, sos sojowy i sos sambal (tego ostatniego łyżeczkę, bo pali jak diabli) oraz dwa jajka. W niczym już sie nie obtacza tylko smazy po kilka minut z każdej strony na patelni.

A teraz zaczynam dietę Dukana. Znowu.


Kinomania

Tak, dopadła mnie ostatnio kinomania.  Chyba z pół roku nie byłam w kinie, jak nie dłużej.  Nadrabiałam więc zaległości.

Nie jestem recenzentką, ale wyjątkowo podobała mi się:  „Rzeź” Polańskiego (kompletnie nie w jego styku),

„Wszystkie odloty Cheyenne’a”,

„Drive”,

„Jestem miłością” i

„Nietykalni”.

Zobaczyłam tez „Purpurowe skrzypce”  i stary film pt.  „England, my England” ( o Purcellu, którego często słucham).

Całkowicie zawiodłam się na „Chloe” –  zapowiada się ciekawie, a kończy banalnie.

Podobał mi się „Szpieg” z Gary Oldmanem (jednym z moich ulubionych aktorów) i zaczęłam oglądać dokumenty Herzoga, jest ich w sumie czternaście.  Warto zobaczyć wszystkie.

P.S. Jakby ktoś chciał wiedzieć, co u mnie (poza kinomanią), to pracuję, prowadzę warsztaty pisania on-line i w realu, spaceruję ( a raczej maszeruję) i wciąż jestem na Dukanie. Jeszcze pół roku mnie czeka – tak zwana III faza. Jakoś nie odczuwałam żadnych dolegliwości, nie miałam osłabień, o których tyle się mówi.. Przeciwnie!   Nie wspominając o tym, ze w ten sposób wróciłam do swojej wagi (zaniedbałam się ostatniej zimy, siedząc głównie przed monitorem).

Aha! Przeniosłam się też w inny rejon miasta, cichszy. Wieczorami słychać tu co najwyżej szczekającego psa, a na Kazimierz mam i tak niedaleko. Lepiej go odwiedzać niż  tam mieszkać. Zdecydowanie lepiej.


%d blogerów lubi to: