Tag Archives: dieta

Dzień Pączka

Przeżyłam straszliwie.

Postanowiłam zrobić wyłom w diecie (skoro i tak zakupiłam 4 tłuste pączusie) i zaopatrzyłam się w: czekolady nadziewane dwie, 10 słodkich bułeczek, masło, kakao, ostry ser żółty (lubię słodkie bułeczki z takim serem),  sos chrzanowy do bułeczek.  W efekcie zasnęłam o 20 i obudziłam się o 7 rano , wciąż mi jest niedobrze, a żarcie zostało. Ponieważ wracam z ulgą do diety, a wyrzucać jedzenia nie będę, to położę te bułeczki i ser (czekolady zjadłam) i jednego pączka w woreczku na krawężniku dla jakiegoś biedaka. Mnie też bieda w oczy zagląda , ale nie mogę, nie przełknę tego za nic. Trudno.  Trzeba było kupić wszystkiego o połowę mniej, ale jak zwykle  jadłam „oczami” w sklepie, bo zrobiłam błąd i poszłam po zakupy na głodniaka.

I to na razie tyle, bo źle się czuję po tej uczcie;-)

Do tego znów zaziębiona, ale lekko na szczęście. Zapewne przez tę darmową siłownię na zewnątrz, przebijanie się przez wertepy śniegowo gnojowate. Można sobie wyrobić łydki, ale o wiele szybciej przemoczyć buty. Rozkoszna zima tego roku.  Mam dziś mniej niż średnio pozytywne nastawienie do rzeczywistości.

Reklamy

Przestawiam się (czyli coś w rodzaju „postanowienia noworoczne” );-)

Znowu;-)

Uwielbiam siedzieć nocami, ale potem ciężko wstać, a tak wcześnie robi się ciemno.

Ale skoro udaje mi się utrzymywać dietę i jeszcze są efekty, to wszystko się uda;-)

Musi.

Dieta, niby nieważna sprawa, a jednak to kwestia silnej woli, którą mam, jak się okazało.  Czuje się silniejsza. Oczywiście, nie jest to żadna idiotyczna krótkotrwała dietka, tylko zmiana sposobu jedzenia już na zawsze.  I, co za tym idzie, trybu życia. Choć tak całkiem nie. Przecież nie będę nagle chodziła spać z kurami i z nimi wstawała. Ani też nie będę chodziła spać, kiedy kury wstają;-) W każdym razie po raz setny próbuję się przestawić i nie wiem, czy przypadkiem nie na siłę?  Po cholerę mam wstawać o 8 rano? To, co mam do zrobienia nie zależy od godziny.  No to jeszcze się zastanowię…:-) A nocne rozmowy? Tego na pewno się nie wyrzeknę;-)

To zostały  teraz dwie bardzo ważne sprawy do załatwienia, zrobienia  i będzie ok.

Proszę trzymać kciuki! To ważne…

Naprawdę szalenie ważne, dlatego pewnie mam te niepokojące sny.


Dieta, czyli jak przytyć ekspresowo

Właśnie jestem na diecie, ale swojej własnej. Na  żadną z wielu tysięcy diet już nie idę. ( A że jestem na diecie to w kółko doradzam koleżankom mailowo co by tu zjeść tuczącego i pysznego;-(

Przytyłam 15 kilo w czasie rocznego pobytu w USA ( w 1998 roku ale skłonności zostały) .  Po powrocie zaczął się koszmar. Nie zapomnę tych nocnych męczarni: w co się jutro ubrać, by zakryć zbędne kilogramy? Jak dobrać bluzkę do spodni? Wstydziłam się znajomych,wstydziłam się nieznajomych. Pracowałam źle, sypiałam źle, wciąż miałam zły humor i w kółko się ważyłam.

Pewnego dnia wyrzuciłam wagę i…zaczęłam chudnąć. Ale nie za pomocą magii, tylko rezygnacji. W końcu coś za coś. Przestałam się obżerać, przestałam jeść pieczywa, słodycze(od których łatwo się uzależniam i teraz jeśli mam ochotę na coś słodkiego, to jem, owszem, ale przez cały dzień: ciasta, desery, czekoladki. I nic więcej. Apotem przez miesiąc nie tykam nawet cukierka. Podobno, jak dowodzą badania,takie jednodniowe obżarstwo mniej tuczy niż spożywanie codziennie jednego kawałeczka czekolady).

Pierwsze dni były okropne, ale gdy zmniejszył mi się żołądek, odkryłam że wcale nie muszę zjadać takiej samej porcji jak mój partner. Nie muszę pogryzać, oglądając ulubiony film, orzeszków ani chipsów tylko suszone owoce. Nie muszę kupować na seans do kina pięciu batoników tylko gumę do żucia i wodę.

I że nie ma sensu się odchudzać – wystarczy zmienić nawyki żywieniowe. I to wszystko. Dużo? Wcale nie.

Diety odchudzające kojarzą mi się z czymś co nazwałam kiedyś „dietą pani Olgi”. Otóż pani Olga spędzała wakacje tam, gdzie ja z moja siostrą i rodzicami, w mazurskiej wiosce nad jeziorem.  Pewnego dnia dała nam przepis na „ świetną dietę”, dziś zwaną bodajże „kopenhaską”. To ta trzynastodniowa dieta, która od lat zmienia nazwę i po której chudnie się 10 kg i tyje 20.

Zanim przystąpiłyśmy do spożywania na śniadanie jednego jajka na twardo,postanowiłyśmy z siostrą urządzić „Pożegnanie z jedzeniem”. Zakupiłyśmy wszystko co pyszne i tuczące. Jadłyśmy cały wieczór aż padłyśmy spać. Na drugi dzień zamiast przesytu zorganizowałyśmy….kolejne „pożegnanie z jedzeniem”.  Apotem kolejne. I jeszcze jedno.

I tak wyglądała nasza dieta, „dieta pani Olgi”.

Od tamtej pory mam jedno postanowienie: żadnych diet!!!! Żadnego katowania się jajkami na twardo tylko po to, by potem kilogramy wróciły do mnie ze zdwojoną energią. To już wolę być na diecie dr Oetkera;-)

Aha: proszę wyrzucić z domu wagę. To naprawdę działa!

Mam obsesję, cholera!


%d blogerów lubi to: