Tag Archives: kobiety

Z cyklu: kobiety i mężczyźni;-)

Każdy ma czasem zły dzień. Można to zrozumieć. Ale stanowczo protestuję, żeby mój facet miewał złe dni.

Chodzi naburmuszony, nie odzywa się, coś tam mruknie od czasu do czasu, trzaśnie drzwiami, leży na kanapie, wszystko go drażni, a gdy pytam; „Kochanie, stało się coś?” po dłuuugiej chwili  gęstego milczenia i marszczenia brwi słyszę: „Nic. Mam po prostu zły dzień”. I ja mam to tolerować???
Ostatnio kiedy poszedł do pracy, obudziłam się w południe jakaś nieswoja. Wypiłam jedną kawę, potem drugą, przy trzeciej sprawdziłam pocztę i odpisałam na listy, ale wciąż gnębiło mnie coś nieokreślonego, jakaś oznaka nadciągającej burzy. Jakieś obawy bez uzasadnienia, jakieś niepokoje, lęki, strachy na lachy…
Stanowczo musiałam poprawić sobie humor, postanowiłam więc przeczytać lub usłyszeć coś miłego od swojego faceta. Wysłałam mu sms z krótkim, prostym pytaniem: „kochasz mnie?” Cisza. Po chwili wysłałam kolejnego. Cisza. Po trzeciej próbie dostałam odpowiedź: „Możesz mnie nie wkurwiać? Zrozum, mam mnóstwo pracy i nie mam czasu na odpisywanie na każdego Smsa!!!”.
Trzynaście słów zajmuje chyba więcej czasu niż wpisanie dwóch? No, pięknie, unika odpowiedzi, pomyślałam natychmiast i moje obawy zaczęły nabierać realnego kształtu: „Nasz związek się rozpada”.
Dopiero południe, a on wróci około północy. Czułam jak narasta we mnie złość na tę jego nieobecność, kiedy ja tu siedzę w totalnym dole. Zaczęłam sobie wyobrażać, jak będzie wyglądał wieczór. On przyjdzie, a ja powiem:
– O, jesteś. Słuchaj, w lodówce coś śmierdziało, to te żołądki dla kotów. Zepsuły się. Nie kupuj im więcej tego świństwa z ptasią grypą. I pokrój im resztę wołowiny, bo też się zepsuje. Idziesz jutro do pracy? A jak było dzisiaj? Ja miałam fatalny dzień, chyba mam grypę.
Pokroi mięso, nie umyje deski ani noża, weźmie kąpiel, zalewając przy tym całą łazienkę, obejrzymy film i pójdziemy spać.
Albo wróci i zacznie się tłumaczyć:
– Słuchaj,  naprawdę ciężko pracuję i nie mogę w kółko odpowiadać na twoje smsy.
A ja wtedy odparuję, że wpisanie trzynastu słów zajmuje  więcej czasu niż dwóch, więc on się obrazi i znów przestanie się odzywać.
To może – gdy wróci – powitam go w jednej ze swoich ślicznych koszulek nocnych (marznąc jak cholera, bo w tych starych kamienicach jest zimno) i powiem:
– Kochanie, nie gniewaj się, wiem, że ciężko pracujesz. Przygotuję ci kąpiel z solanką i hydromasażem.
I tak zapewne zachowałaby się dorosła kobieta, która wie, jak sprawić, by jej facet poczuł się najważniejszy na świecie; kobieta, która czyta poradniki lub mądrość ma w genach.
Ale ja chyba nie jestem dorosła. A już na pewno nie czytam poradników. A co mam w genach to nie wiem. Pewnie jakieś dziedziczne choroby.
I, niestety, powiem mu, co myślę o tym cholernym dniu i trzynastowyrazowym smsie. A on, zamiast poczuć się najważniejszym facetem na świecie, zacznie mieć poczucie winy, które rosnąc, w końcu rozwala każdy związek.
No i wrócił około północy i żaden z tych scenariuszy się nie sprawdził. Wszedł, usiadł i głęboko westchnął:
– Od dziś nie biorę komórki do pracy. Stałem przy zlewie, ze stertą talerzy, z rękami po łokcie w płynie do mycia garów, gdy co trzy minuty pikała komórka. Zanim zdążyłem odpisać, przeczytałem, co następuje: „Kochasz mnie?”
Za chwilę: „OK. Nie musisz się zastanawiać. Wszystko rozumiem”.
Za chwilę: „Ja ciebie też nie”. I w końcu : „Nie masz odwagi się rozejść, to ja to zrobię. Akurat mija rok, jak mieszkamy razem”.
Faktycznie. Tak było. Mam strasznie wybiórczą pamięć. Po prostu miałam zły dzień.


Baba przy garach

Przeczytałam gdzieś ostatnio, że kobiety – żony – nudzą się mężom po kilku latach głównie z powodu garów. „Stoi przy garach i zrzędzi”, mawiają albo : ”tłucze się tymi garami, a ja mecz oglądam!” lub  – zaprzeczając samym sobie – „miejsce baby jest przy garach”.

Skoro tak, proponuję by każda kobieta, która nie trafiła na kucharza, odnalazła swoje miejsce „przy garach”.

Na początek strój. Może to być elegancki fartuch założony na pończoszki  i top. Stopa – koniecznie bosa, tuż po pedikiurze, lekka, szczupła, zachęcająca.

Ruchy – baletnicy. Na początku oczywiście. Generalnie, wszystko dozwolone byle z gracją.

Konieczny będzie młynek, makutra, drewniana łyżka i ubijaczka do piany, oczywiście ręczna. Jajka, przyprawy, zwłaszcza cynamon, truskawki, maliny i śmietana.

Co będzie na obiad absolutnie nie ma znaczenia, ponieważ i tak są to ruchy wyłącznie pozorowane.

Gdy mąż wchodzi do mieszkania i wali się na kanapę z niezmiennym pytaniem : „Kiedy obiad?”, żona zamiast warknąć „zaraz”, wychodzi z kuchni do salonu i mówi kocim głosem: „Za kwadrans kochanie” uśmiechając się pomalowanymi na czerwono wargami.

Wracając do kuchni ma już pewność, że zaskoczony małżonek ruszy jej śladem. Gwarantuję, że stanie jak wryty gdy żona wdzięcznie będzie kręciła młynkiem, a jeszcze lepiej ucierała w makutrze drewnianą kulą masę  śmietanowo- truskawkowo- malinową, co jakiś czas wsadzając palec do masy i oblizując go z rozkosznym: „mhmmmm”.

Rozsypany cynamon wydzielać zaś będzie przyjemną woń.

Kiedy rozgorączkowany do nieprzytomności mąż chwyci żonę i zacznie ją namiętnie całować, ta niech się wyrwie z lekkim okrzykiem: „poczekaj kochanie, wezmę tylko prysznic, przecież cała jestem w truskawkach” i biegiem do łazienki zanim zdąży ją ponownie złapać.

Kiedy już żona znajdzie się w bezpiecznym miejscu, zamknięta w łazience, może sobie (żona oczywiście) w spokoju wyjąć gazetę, zrobić sobie kawę w czajniku elektrycznym i zapalić papierosa. Wszystkie te rzeczy wystarczy wcześniej ukryć w łazience.

Kiedy zdezorientowany mąż zacznie dobijać się do łazienki, żona warknie: „przestań zrzędzić! Zabieraj się za naleśniki!”.

Z łazienki proponuję wyjść po około godzinie, koniecznie w starych dresach i z papierosem w ustach.

I kazać mężowi posprzątać cały ten bajzel.

„Inaczej nici z seksu, kochanie!”

Być może małżonek zrozumie, że nie warto po powrocie do domu od razu rozwalać się na kanapę tylko  spytać żonę: „A może pomóc ci przy obiedzie, skarbie?” . Cóż, być może…..:-)


%d blogerów lubi to: