Tag Archives: Pina Bausch

Tańczmy, tańczmy bo zginiemy

Pinie nie tylko o sam taniec , oczywiście, chodziło..


Surowo

Byłam dziś wreszcie na ‚Pinie” Wendersa.  Ogromne wrażenie na mnie zrobił i film i jej postać.  Chciałabym znać kogoś takiego jak ona.

Poznałam  pewnego niezwykłego człowieka. Oczywiście nie ma nic wspólnego z Piną Bausch.  Ale budzi emocje. Rzadko nazywam kogoś w ten sposób. Mieszka na ulicy motyli i lubi ciszę. Ma oczy podobne do oczu mojego Czucza.

Boję się emocji, są niebezpieczne. Od dłuższego czasu staram się wprowadzić surowość w samej sobie i nie ulegać, nie pozwalać, by mną rządziły.   Nie jest to łatwe i nie wiem, czy naprawdę muszę je tłamsić?

Może powinnam żyć tak jak piszę?  Im więcej emocji, tym bardziej surowy styl pisania.

Emocje to może złe słowo.  W końcu one bywają raczej ulotne.

A ja mam na myśli ślad, jaki zostaje we mnie.

To tyle, bo włącza mi się alarm w mózgu.

Surowość dobrze mi wychodzi chyba wyłącznie w pisaniu;-)

Jestem beznadziejnie dziecinna.

Czy to wyleczalne?;-)

Mam nadzieję, że nie.

Wrażliwość, naiwność dziecka.

Tak, ale połączona z siłą.

Dziwnie jest nie okazywać swoich emocji, nie mówić tego co chce się powiedzieć, wciąż starać się być ostrożnym w kontaktach z innymi.

Dobrze, ze mogę pisać,  bo od natłoku emocji i uczuć chyba wyleciałabym w kosmos.


Czytać! Tańczyć! W łeb sobie nie strzelać!

Jesienne wieczory są idealne, a ja mam taki regał prawie czterometrowy ( w kamienicach jest do sufitu mniej więcej tyle) i tak kretyńsko go postawiłam, że nie mogę dosięgnąć na górne półki, gdzie odłożyłam niestety nieprzeczytane książki.  Musiałabym znowu przemeblować, ale nie chcę zginąć pod regałem.

Większość właśnie jest na samej górze;-(  Przy czym trzeciego tomu Larssona nie planuję czytać, wymiękłam po drugim, ale Llosę jak najbardziej, bo go uwielbiam (Zwłaszcza „Lituma w Andach”) , tylko ciekawe jak się tam dostanę. Może kijem od miotły pozrzucam?:-)

Myślałam, że nie mam co czytać, a tu wszystko czeka, tylko że pod sufitem.  Szczególnie Llosa….

P.S. A ja mam bad day i nawet Llosa tego nie zmieni, choć dzień zapowiadał się całkiem przyjemnie! ( W łeb może bym i sobie strzeliła, ale nie mam z czego;-))

I jeszcze zamarzyły mi się filmy czy raczej zapisy filmowe spektakli Teatru Tańca Piny Bausch…. Skąd je wziąć??? Na razie w kinach tylko film Wendersa pt „Pina”.

PINA

To może strzelanie w łeb odłożę na później.  Bo się zakręciłam na ten film i na tę postać.  A potem zobaczymy;-) „Się okaże”, jak mawiają……

P.S.2.

Dostałam dziś meilem znany powszechnie dowcip, taki ” ku pokrzepieniu serc” :

„Pewien ubogi Żyd przyszedł do rabina z prośbą o radę. Użalał się nad swym losem bowiem z żoną, czwórką dzieci i teściową gnieździł się w jednej izbie. Na to rabin – ty kup sobie kozę. Po dwu tygodniach Żyd przychodzi z pretensjami do rabina bowiem obecność kozy i zaduch w izbie są nie do zniesienia. A rabin – to teraz ty sprzedaj kozę. Następnego dnia Żyd przybiegł do rabina z podziękowaniem – o rebe, kozy nie ma co za ulga.”

Z dopiskiem: ” bardzo życiowy. Zapamiętaj….”

Brzmi groźnie, kurczę.  (Przestroga, nie dowcip).

A ktoś tam na Facebook zastanawia się  jaką szczoteczkę do zębów woli, zwykłą czy elektryczną.  Życie jest gdzie indziej!;-) Wśród szczoteczek, cholera….


%d blogerów lubi to: