Tag Archives: zima

Protestuję

przeciwko takiej zimie.

Nie znoszę zimy, marznę choćbym miała na sobie kilkanaście swetrów, pięć par spodni, dwa płaszcza i trzy czapki.

Wychodzę na krótko, w domu siedzę w swetrze i jest to czas dobry wyłącznie do pisania.  Nawet kontakty są zredukowane do internetu.

Wspaniała pogoda, ale w Alpach! Dla narciarzy. I dla wszystkich „morsów” świata. Niestety nie jestem ani jednym ani drugim.

Nie chciała przyjść ta zima, no to teraz potrwa pewno do kwietnia;-(

Jakby ktoś chciał mi wytknąć, że to samo pisałam o lecie, to z góry uprzedzam: nie cierpię ekstremalnych temperatur.

Kocham wiosnę, światło, ciepło… tak maksymalnie do + 20 stopni;-)


Dlaczego?!

Wpis rozpaczliwy.

Otóż w łazience mam niemal saunę ( od grzejnika), a w pokoju miły chłodek z otwartym oknem. Podobno „zimnica”, jak mówią znajomi, którzy jak już wpadną, to siedzą nie wiedzieć czemu w kurtkach i czapkach, jakby zima była. A ja lubię taki chłód w pokoju, bo mam rumień. I niestety, jak przechodzę z pokoju do łazienki, zaraz pęka mi kolejne naczyńko na twarzy. A koty? Siedzą przy grzejniku , niemal z nosami w żeberkach i nic. Ani rumienia ani cery naczyniowej.  I dobrze, ale ja się pytam, dlaczego ja tak mam, skoro w chińskim horoskopie też Kotem jestem? ( A czasami Smokiem, im się wszystko myli).

Zaraz otwieram okno! Oczywiście siedzę jak burak w dresach podwójnych i czapeczce , ale czy tak nie jest zdrowiej?  A owa pani, która sypiała obłożona lodem? No, tego to za wiele dla mnie.  Ale żeby mi pękało naczynko na twarzy tylko po zmianie temperatur w jednym niewielkim pomieszczeniu?  Rozpaczliwie protestuję:-)

Poza tym nic nowego, szukam pracy, koty śpią (non stop, poza czwartą nad ranem, kiedy to zaczynają szaloną zabawę), nadal rzucam palenie i wciąż wybieram się na ćwiczenia;-)

I dopisuję  – w rękawiczkach – kolejne strony do mojego „Zaginionego”.

W stosownym wpisie pod tym tytułem dodałam jeszcze kilka stron celem tak zwanej zajawki;-)


Zazdroszczę niedźwiedziom

Strasznie szybko ten czas leci. Nie chce mi się spać (skoro wstałam o 15.30 i wypiłam 4 kawy). Może mam zaburzony rytm bo człowiek chyba powinien spać 12 godzin i działać kolejne 12 godzin? Tyle ile ma doba? Nie wiem. Może po prostu powinien być wyspany i tyle a to ile śpi i o której wstaje czy się kładzie nie ma znaczenia, byleby nie zawalał pracy jeśli takowa posiada i dobrze się czuł. Ja się dobrze czuję, ale chciałabym wstawać np o 11 i za cholerę mi się to nie udaje. Wcześniej nie, po co? Może o 10, to też dobra godzina. Byle nie 8 albo 7 jak ludzie pędzą do pracy i sklepy jeszcze pozamykane. Kiedy byłam w liceum, to zimą mama budziła mnie o 7 do szkoły. Podnosiłam się na łóżko, za oknem było szarawo i natychmiast zaczynałam płakać. Raz czy dwa pojechałam autobusem a w nim prawie wszyscy spali. W końcu mam załatwiła mi zwolnienie ( 0 tej porze zwykle mieliśmy wf) od lekarza i nie musiałam już tego znosić. Wspominam to jako straszliwą katorgę, podobnie jak szkołę w ogóle. Nienawidziłam jej od pierwszej klasy podstawówki. Nie znosiłam nawet lekcji polskiego bo nudziły mnie lektury i pod ławką czytałam inne książki. W liceum miałam najwięcej negatywnych ocen z matematyki w całej szkole bo nawet nie udawałam, że się uczę. Uważałam, że jest mi to do niczego potrzebne. Pewnie był to błąd, ale nie miałam szczęścia trafić na ciekawych nauczycieli i każdą minutę spędzoną w szkole traktowałam jako nieznośny niepotrzebny przymus. Przynajmniej z nudów przeczytałam mnóstwo książek, które ukrywałam pod ławką. Z lekcji biologii zafascynowała mnie tylko historia pantofelka, geografia sprawiła że mama musiała codziennie przysięgać że w Polsce na pewno nie ma wulkanów, z rosyjskiego nie znam ani jednego słowa, a na historii walczyłam ze snem (często wraz z nauczycielką). Lubiłam wyłącznie lekcje angielskiego. Odżyłam dopiero na studiach. Za nic w świecie nie cofnęłabym się do czasów liceum, w których najciekawsze były tylko przerwy między lekcjami i wagary. Pewnie dlatego nigdy nie pracowałam “od do” i kompletnie sobie tego nie wyobrażam. Na szczęście w mojej pracy nikogo nie obchodzi o której kładę się spać i wstaję. Dostaję deadline i tyle. A jednak marzy mi się wstawanie o 11….Po raz kolejny przyrzekam sobie, że się zmuszę. Kupię ten cholerny budzik i będę łaziła ulicami przynajmniej dwie godziny. Zazdroszczę niedźwiedziom i ich norom. Tylko zimą oczywiście bo nie chciałabym, by na mnie polowano dla zabawy albo tylko po to żeby ułożyć sobie moje futro przed kominkiem. Na mnie też polują w pewnym sensie, chcą mnie na np. siłę ubezpieczać, dręczą telefonami przedstawiając rożne oferty i strasząc stwardnieniem rozsianym lub rakiem. Potem dzwoni pan/i z banku, że przekroczyłam debet i mam go zaraz uzupełnić. Potem pan/i z sieci komórkowej że zalegam z rachunkiem. Potem ktoś z elektrowni daje mi tydzień na wpłatę pieniędzy grożąc zdjęciem licznika. Wszystkie rozmowy są z jakichś przyczyn nagrywane.

I nic tu nie jest całkiem na serio, jak to u mnie:-)


%d blogerów lubi to: