Tag Archives: Llosa

Wreszcie sie doczekałam…

kartoteka,ksiazka,3206,tytul,Listy_do_mlodego_pisarza

Już jest w sprzedaży;-)

Tu są fragmenty:

wirtualnaksiazka,id,3168

Reklamy

Książki na zimę

Przejrzałam kilka księgarń  i chyba zdecyduję się na  detektywa Monk’a. Nie wiedziałam, że jest też w wersji książkowej, a zwykle mnie rozśmieszał jako bohater znanego serialu. I nie są te książki zbyt drogie.  Z ambitnych postawiłam na Bernhardta  i jeszcze chcę koniecznie nowego Llosę.  Najwyżej zaoszczędzę w innej dziedzinie.

To zwykła chamówa, że człowieka nie stać na koncerty, kino, książki. Kto te ceny wymyśla ?

Biblioteki bankrutują, niektóre oszczędzają nawet na świetle. To już paranoja.

Jesteśmy krajem, który – pod każdym względem – niezwykle sprzyja kulturze. Prawda?

Tu by się fajnie czytało wiosną:

Zupełnie jak w opowiadaniu  „Harfa Traw” Trumana Capote, w którym bohaterka zamieszkała na drzewie.

P.S. A w radiu Kraków rozmowa z Llosą (dobrze, że nie stałam w tym dzikim tłumie). Twierdzi, że najważniejsza jest forma, to znaczy sposób na opisanie historii która już została opisana na tysiące sposobów. Przelanie na papier tego co w sobie najlepsze i co najgorsze, bo wtedy odkrywamy nagle, co w nas tkwi, a o czym być może nie wiedzieliśmy. Stąd każda powieść jest specyficzną autobiografią pisarza. Jego radości, ale i jego demonów.

„Pisząc moje książki nauczyłem się wiele o sobie samym”.

I przyznaje, że bez przeczytania wielkich powieści świata byłby o wiele uboższy, nie byłby aż tak wyczulony na świat.

Po raz setny mówię: bardzo lubię Llosę i warto go czytać.

„Społeczeństwo powinno być przesiąknięte dobrą literaturą”.

Ano właśnie!

1,75248,10556806,Mario_Vargas_Llosa__Oburzeni_maja_racje.html


Czytać! Tańczyć! W łeb sobie nie strzelać!

Jesienne wieczory są idealne, a ja mam taki regał prawie czterometrowy ( w kamienicach jest do sufitu mniej więcej tyle) i tak kretyńsko go postawiłam, że nie mogę dosięgnąć na górne półki, gdzie odłożyłam niestety nieprzeczytane książki.  Musiałabym znowu przemeblować, ale nie chcę zginąć pod regałem.

Większość właśnie jest na samej górze;-(  Przy czym trzeciego tomu Larssona nie planuję czytać, wymiękłam po drugim, ale Llosę jak najbardziej, bo go uwielbiam (Zwłaszcza „Lituma w Andach”) , tylko ciekawe jak się tam dostanę. Może kijem od miotły pozrzucam?:-)

Myślałam, że nie mam co czytać, a tu wszystko czeka, tylko że pod sufitem.  Szczególnie Llosa….

P.S. A ja mam bad day i nawet Llosa tego nie zmieni, choć dzień zapowiadał się całkiem przyjemnie! ( W łeb może bym i sobie strzeliła, ale nie mam z czego;-))

I jeszcze zamarzyły mi się filmy czy raczej zapisy filmowe spektakli Teatru Tańca Piny Bausch…. Skąd je wziąć??? Na razie w kinach tylko film Wendersa pt „Pina”.

PINA

To może strzelanie w łeb odłożę na później.  Bo się zakręciłam na ten film i na tę postać.  A potem zobaczymy;-) „Się okaże”, jak mawiają……

P.S.2.

Dostałam dziś meilem znany powszechnie dowcip, taki ” ku pokrzepieniu serc” :

„Pewien ubogi Żyd przyszedł do rabina z prośbą o radę. Użalał się nad swym losem bowiem z żoną, czwórką dzieci i teściową gnieździł się w jednej izbie. Na to rabin – ty kup sobie kozę. Po dwu tygodniach Żyd przychodzi z pretensjami do rabina bowiem obecność kozy i zaduch w izbie są nie do zniesienia. A rabin – to teraz ty sprzedaj kozę. Następnego dnia Żyd przybiegł do rabina z podziękowaniem – o rebe, kozy nie ma co za ulga.”

Z dopiskiem: ” bardzo życiowy. Zapamiętaj….”

Brzmi groźnie, kurczę.  (Przestroga, nie dowcip).

A ktoś tam na Facebook zastanawia się  jaką szczoteczkę do zębów woli, zwykłą czy elektryczną.  Życie jest gdzie indziej!;-) Wśród szczoteczek, cholera….


%d blogerów lubi to: